Chcę, żeby moja Warszawa była tylko moja

Rok 2067. Mija właśnie 50. rocznica zgłoszenia wielkiego planu budowy wielkiej Warszawy. Warszawy odradzającej się z ruin pozostawiony przez poprzednia ekipę rządzącą. Tak jak i cały kraj w ruinie przez nią pozostawiony, mozolnie dźwigał się z kolan, tak i jego stolica stała się świetlana wizytówką wielkości i niezależności w końcu niepodległego państwa.

Przymnijmy może z tej okazji niezapomniane wystąpienie telewizyjne ówczesnego Naczelnika Państwa, Błogosławionego Jarosława I Wielkiego, który w jakże dobitnych, natchnionych słowach nakreślił wizję, którą potem systematycznie i konsekwentnie realizował. Tak jak i wszystko w swoim życiu.

Chcę, by Warszawa była wielka. Wierzę, że wielką będzie. Wielką niczym inne wielkie miasta na świecie. Ale znacznie większą, bo nad naszą stolicą unosi się duch świętego. Niejednego zresztą.

Ja i moi współpracownicy kreślimy plany, robimy szkice tej Mojej, Naszej, Wielkiej Warszawy przyszłości. I Warszawa będzie wielka. Już jest wielka, ale będzie jeszcze większa. Wzdłuż i wszerz, na północ i na południe, na wschód i na zachód.

Prędzej to nastąpi, niż ktokolwiek przypuszczał. To znaczy ja przypuszczałem. Ba, wiedziałem to nawet. Wiedziałem, że moja Warszawa, będzie moją dla całego Narodu. Bo Naród to ja, a ja to naród.

Nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto lat, lecz dziś widzę moją wielką Warszawę. Widzę ją jakby to było już dziś. Gdy teraz do Was mówię, widzę ją przez okna w całej wielkości i chwale, otoczoną klombami kwiatów przy każdym pomniku Mego Brata, rozczerwienioną entuzjazmem tłumów wiwatujących pod każdym muzeum Mojej Bratowej. Widzą ją wspaniałą i wielką i tylko gdzieniegdzie poprzez wznoszące się nad naszą stolicą krzyże widać jakiś innym budynek. Ale i jego wkrótce nie będzie.

Tam, gdzie teraz stoją ohydne przykłady architektury komunistycznej będą ogromne zbiorowe kombinaty porodowe.

Tam, gdzie teraz karłowacieją szkoły 1000-lecia, będą Instytuty Jedynie Prawdziwej Historii Naszej Ojczyzny i Narodu.

Tam gdzie teraz są parki i skwery zabaw, będą strzelnice dla naszych niezwyciężonych, niepokonanych Wojsk Obrony Terytorialnej i place ćwiczebne do musztry paradnej, żeby każdy generał i inny oficer mógł sobie choć raz w tygodniu przypomnieć, jak salutuje się przełożonym. A na obrzeżach tych placów będą wielkie portrety tych, którym salutować wojsko musi.

Nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto, lecz dziś Warszawa zacznie swój marsz na szczyty swej wielkości i sławy. Nikt nie osiągnął to tej pory takich sukcesów, jak my, którzy każde nasze słowo przekuwamy w czyn. I zobaczcie. Ci, którzy nie wierzyli, że w krótkim czasie można znacznie zwiększyć liczbę Polaków, będą teraz musieli podkulić ogony ze wstydu. W Warszawie, mojej, naszej Warszawie, w ciągu roku, najdalej dwóch, liczba mieszkańców z trochę ponad miliona osiągnie ich prawie trzy. To będzie wzrost o prawie 300%! Która stolica, który kraj może pochwalić się takim osiągnięciem. A przecież wynik ten można powtórzyć w skali całego kraju…

Jak możemy dowiedzieć się z obowiązujących podręczników historii, a niektórzy nawet to jeszcze pamiętają, w tym momencie przemówienie Naczelnika Państwa, Błogosławionego Jarosława I Wielkiego zostało nagle przerwane.

Niczym hejnał z Zamku Królewskiego w Warszawie, kiedy to strzała wystrzelona z łuku jakiegoś Rusa trafiła miejskiego trębacza. Ale miasto wtedy się przebudziło i stanęło do walki ze wschodnią hordą rosyjska.

Tym razem to tylko pan Stefan, konserwator urządzeń Telewizji Narodowej niechcący, co udowodniło wnikliwe śledztwo, upuścił pilniczek do paznokci, i tym samym spowodował zwarcie instalacji, co skutkowało przerwą w dostawie prądu do połowy kraju. Pan Stefan był poza wszelkimi podejrzeniami, gdyż wywodził się ze znakomitej rodziny: jego pradziad, dziad i ojciec przez lata zasiadali w Konferencji Episkopatu Polski.

Redakcja przeprasza Stefana Starzyńskiego

za nieautoryzowane wykorzystanie

fragmentów radiowego wystąpienia