Wałęsa współpracował i…

I co dalej z tą prawdą? Już podnoszą się głosy, że skoro on, to z pewnością i Geremek, i Mazowiecki, i wielu innych, bardzo wielu, że właściwie przez ponad 20 lat Polską rządzili ubecy i ich współpracownicy lub na odwrót. Najbliższe lata mogą być cudowne dla historyków. Ale jakie będą dla narodowej spójności?

O tym, że Lech Wałęsa współpracował wiedzieliśmy od dawna. Bo dawno już publicznie stwierdził, że coś tam podpisywał. A według przyjętej zasady opozycji, nie powinno się tego robić. Teraz już wiemy, co podpisywał.

Nie będę polemizował z grafologami, bo się na tym nie znam i wyznaję zasadę, że laik ma niewiele do powiedzenia w dyskusji ze specjalistami. Uznaję ich werdykt.

Uznaję dlatego, że od dziadka słyszałem wielokrotnie (a jako pilot woził najważniejszych w państwie), że szefa przyszłej Solidarności do strajkującej stoczni przywieźli motorówką żołnierze-marynarze z uznawanej obecnie za nie-polską Marynarki Wojennej. Ubecy? Ci sami marynarze zagwarantowali stoczniowcom, że będą ochraniać ich od morza… Przeciwko komu? Odpowiedź nie jest chyba aż tak trudna.

Od taty, politologa, wielokrotnie słyszałem, że gdyby Wałęsa w odpowiednim momencie powiedział: Tak, mam skazę na honorze, informowałem, ale o drobiazgach. Ale zobaczcie, jak potem zrobiłem ich w jajo, to nikt by go lata później nie szarpał i nie starał się za wszelką cenę udowadniać tego, do czego już dawno się przyznał.

Wielu najbliższych współpracowników Wałęsy w okresu strajków i początków tamtej Solidarności wiedziało o jego grzechach. Wiedzieli i… Właśnie… Dlaczego jego najbliżsi, współtwórcy w nowej Polsce milczeli?

Nie wierzę również w to, że o tej współpracy nie wiedzieli bracia Kaczyńscy, którzy w pewnym momencie byli mu najbliżsi. O on im. Podobno pokłócili się o kierowcę, który zaczął być totumfackim prezydenta…

Lech Wałęsa po latach wybrał drogę najgorszą. Dla niego i być może dla nas wszystkich. Jak to się mówi: poszedł w zaparte. Zaprzeczał, dementował, kluczył, mijał się z faktami. Nie pomyślał, jakie mogą być tego konsekwencje dla całego narodu.

A to już widać na forach internetowych i portalach społecznościowych. Podział społeczeństwa po wyborach z parlamentarnych 2015 jeszcze bardziej się pogłębił. I będzie się pogłębiał.

Jedni wzruszają i będą wzruszali ramionami twierdząc: I co z tego, że współpracował? Chyba to, co zapoczątkował i czego dokonał jest ważniejsze. Dla nich zawsze będzie Prezydentem RP, który „obalił demokracje ludową w Polsce”.

Tak po prawdzie zapoczątkował przecież to, że jesteśmy teraz w NATO i UE. Podważanie tego oznacza, że powinniśmy chyba zrezygnować z członkostwa w tych organizacjach.

Bez Lecha Wałęsy nie byłoby braci Kaczyńskich. To w głównej mierze dzięki niemu sięgnęli w życiu politycznym w Polsce po najwyższe stanowiska. Przecież przez dziesiątki lat swoją pozycję budowali jako alternatywa do niego samego i jego środowiska. Czy któryś z historyków zdobędzie się na tego rodzaju analizę faktów? Wątpię.

Tajemnica poliszynela przestała nią być. Jedni triumfują, inni złorzeczą. I jak na razie, przez długie lata będzie to jedyny, namacalny efekt prawdy o fragmencie życia Lecha Wałęsy.

Były prezydent jeszcze raz może bardzo zaważyć na losach naszego kraju…

JUREK WOLNY