Kadencyjność to większe upartyjnienie

Wyjątkowo z prezesem muszę się zgodzić. Faktycznie w Polsce jest mnóstwo malutkich księstewek, dyktaturek, tyranii. Muszą zostać zlikwidowane w interesie Polaków. Problem tylko w tym, że nie kadencyjność władz samorządowych jest do tego drogą.

Prezes, jak na prawdziwego wodza i prawdziwego gospodarza tej ziemi przystało, objeżdża kraj. Tego rodzaju wizyty gospodarskie znane były i są w innych krajach i nie jest to nic nowego. Tak samo, jak i to, że w ten sposób prezes mobilizuje swoje oddziały zaciężne. Bo nie ma jak osobiste spotkanie z naczelnikiem i spijanie z jego ust prawd najwyższych.

Prezydent rozpoczął kampanię samorządową dość nietypowo; od propozycji zmian w ordynacji wyborczej – chce wprowadzić ograniczenie kadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Pomysł nienowy i nie raz już rzucany na żer mediów i gawiedzi. Pomysł powrócił, gdyż wódz i jego przyboczni do tej pory nie mogą darować „oszustwa” w ostatnich wyborach samorządowych. Poza tym mają już władzę najwyższą i teraz tylko trzeba przejąć tę w terenie, a wtedy… hulaj dusza na długie lata.

Prezes ma rację. W wielu miejscach w Polsce funkcjonuje wiele małych ksiąstewek, dyktaturek, tyranii. Nepotyzm na niespotykaną skalę, kokosowe interesy za publiczne pieniądze, budowanie małych lokalnych imperiów biznesowych, ustawianie przetargów i konkursów…

Ale kadencyjność władz nie jest na to lekarstwem.

Kadencyjność zasiadania w fotelach wójtów, burmistrzów i prezydentów będzie wymuszała na nich, aby w trakcie pierwszy czterech lat faktycznie działać na rzecz lokalnej społeczności. Ale tylko po to, aby zapewnić sobie w ten sposób kolejne cztery. A wtedy oporów nie będzie już żadnych.

Skąd to czarnowidztwo? Z wieloletniej obserwacji i doświadczenia zbieranego przez pokolenia w mojej rodzinie.

Po tzw. odzyskaniu niepodległości zapomniano o najważniejszym: o przebudowie mentalności Polaków, którzy wychowani z komunie przenieśli na nowy system te same nawyki i zachowania.

Ograniczona kadencyjność doprowadzi do całkowitego, na o wiele większą skalę niż do tej pory, upartyjnienia wyborów samorządowych. Żadna partia, która będzie miała swojego wójta, burmistrza czy prezydenta przez cztery czy osiem lat, nie będzie chciała z tego rezygnować. Przy okazji również z setek tysięcy w skali kraju stanowisk, którymi można będzie obsadzać swoich wyznawców.

Zresztą zapowiada to sam prezes: Dzisiaj nasza partia to jest taka duża głowa – to jest nasz klub parlamentarny, rząd i Senat – i dużo mniejszy tułów. PSL wygląda zupełnie inaczej: głowa mała, tułów wielki jak u dinozaura. I w związku z tym byśmy chcieli doprowadzić do nieco innej proporcjonalności między naszą głową i tułowiem. A że przy okazji utożsamia swoją partię z rządem i Senatem (zapomniał o prezydencie RP) to już inna sprawa.

Prezesowi marzy się pełnia władzy w Polsce. I wszystko wskazuje na to, że zdobędzie ją. I to może nawet na dłużej, niż część społeczeństwa by chciała. Głównie dzięki opozycji, której właściwie nie ma. Trudno do niej zaliczyć tych paru „chłoptasi”, którzy nie mając żadnej wizji dla Polski, żadnego dla niej planu, popadają w coraz większą frustrację. A ta z kolei prowadzi do działań niezaplanowanych, nieracjonalnych, wręcz idiotycznych. Ku uciesze prezesa i jego harcowników.

I widać to po reakcja na propozycje prezesa. Krzyk podnieśli tylko dlatego, że ten rozważa zaliczyć do nowego systemu kadencje już odbyte, co pozwoli mu jednym ruchem pozbyć się najbardziej znienawidzonych polityków opozycji.. Sam jednak wie, że może to być niezgodne z prawem.

W sumie na te kilka nowych pomników w kilkunastu przejętych przez PiS miastach można jeszcze trochę poczekać. Skoro czekało się już tyle lat…

JERZY WĄSIK