Żegnaj, Prezesie

Życie bywa tak zaskakujące, że człowiek niosąc do ust chleb, na którym położył ser nigdy nie może być pewien czy nadgryzając nie poczuje smaku ogórka.

Z kolei głosiciele hasła „Lenistwo motorem postępu!” twierdzą, że wystarczy położyć się nad rzeką i poczekać, a z pewnością kiedyś ktoś zbuduje tam most, po którym przejdą na drugą stronę. Kiedyś, za sto lat, dwieście, a czasem nieco krócej. I czekają.

Wysyp pomysłów jak pozbyć się szkodnika zatruwającego od ponad roku wodę w polskich studniach jest tak wielki, że złożyłaby się z nich niezła antologia „Mądrości niewykorzystanych”, która powinna być pozycją nr 1 w naszej narodowej literaturze.

Kierując się bardziej emocjami, niż chłodnym wyważeniem racji, autorzy zasypują nas coraz to bardziej oryginalnymi pomysłami, które na szczęście nigdy nie zostaną zrealizowane. Dlaczego?

Kiedyś podejrzewałem, że powodem jest nasza przecudowna cecha ślepej wiary w moc słowa. Tak ślepej, że czasem uznajemy wypowiedziane słowo za wykonaną czynność. I zadowoleni z siebie spoczywamy na laurach.

Czekamy, aż ktoś kiedyś zbuduje ten most.

Ze wszystkich ostatnio słyszanych recept, nierefundowanych niestety  przez NFZ jedyna, która trafia mi do przekonania to ta, która mówi o tym, że prezes i jego akolici pozabijają się kiedyś o własne pantofle. Fakt – przebierają nóżkami w drodze do kolejnego etapu „dobrej zmiany” tak szybko, że wydarzenie to jest wielce prawdopodobne.

Pierwsze symptomy zauważyłem niedawno.

Po kilkakrotnym zarzekaniu się i prezesa i jego mafii, że nie pracuje się nad  planem nowej ordynacji wyborczej do samorządów (choć namiar na samorządy widoczny był gołym okiem od miesięcy), co dla rozumiejących tę odmianę jęz. polskiego oznaczało, że plan jest dawno gotowy, prezes bez zająknienia oznajmił, że trzeba zmienić tę niezdrową sytuację, kiedy to jego wybrańcy nie zwyciężają we wszystkich okręgach.

Szczerze mówiąc rozumiem go dobrze. To rzeczywiście musiało być frustrujące. A poza tym co to za społeczeństwo obywatelskie, jeśli nie wygrywają ci co powinni? To ma być demokracja? Neee …

Powodzenie czasem ogłupia, rzecz znana nie od dziś. Ciąg sukcesów odniesionych przez prezesa porwał go jak prąd górskiego potoku i nie pozwolił na bieżącą kontrolę wyrzucanych z siebie słów.

Najpierw wywiad, w którym Kaczyński godzi się na to, że Polakom będzie żyło się gorzej, ale za to zgodnie z jego wizją Polski, a teraz kolejny, w którym bez żenady (taki nasz Monsieur Sans Gene) tłumaczy, że „gdyby odpowiednio zmienić granice okręgów wyborczych to p. Cimoszewicz nigdy by nie wygrał wyborów”.

Wywołująca zawsze u mnie litość nad losem Naszej Szkapy pani Mazurek usiłowała wprawdzie łagodzić wypowiedź szefa tłumacząc, że przecież chodzi „tylko” o to, by nowi prezydenci miast, burmistrzowie, wójtowie i in. mogli zatrudnić „swoich”, ale jak było widać, umiejętności tej pani znalezienia się w sytuacji wymagającej subtelnego balansowania w gęstwie słów są jeszcze na dość wczesnym etapie rozwoju i wyszło, co wyszło.

Majstrowanie przy ordynacji wyborczej dotyczącej samorządów przewidywaliśmy od dawna. Sam twierdziłem, że to będzie wielki test przez zmianą ordynacji wyborczej do parlamentu i twierdzę tak nadal. O możliwościach zmiany Konstytucji pod tym kątem pisałem całkiem niedawno, bo taka możliwość, wbrew pozorom, istnieje realnie.

Na razie szermuje się popieranymi przez ludzi o nieco zamglonej wyobraźni hasłami o dwukadencyjności samorządowców. Nie wiemy na razie czy z opcją zerową czy nie.

Ku mojemu zdumieniu ten pomysł popierają oficjalnie nawet posłowie Nowoczesnej, których podejrzewałem dotąd o nieco większy polot.

Prezesowi gwarantuje to powodzenie, a Nowoczesnej zapewnia wdzięczność onego na jakieś 10 minut. Raczył był ją zresztą już wyrazić.

Nie znam racjonalnych powodów, dla których prezydenci miast, burmistrzowie itd. dobrze pełniący swe obowiązki, popierani przez mieszkańców mieliby opuszczać swoje placówki, tylko po to, by zostawiać je na niepewny wynik wyborów. Opowieści o klikach, układach i innych patologiach należą od zawsze do poetyckiej narracji prezesa i nie sądziłem, że ktoś się na nie będzie nabierał.

Czy nie ma takich nagannych zjawisk? Oczywiście, że są. A badał ktoś jaka jest ich skala? Nie.

W takim razie postulat ów podobny jest żądaniu by wszystkich kierowców wsadzać do więzienia, ponieważ jeden z nich spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym.

Nie będę już wspominał o takich drobiazgach jak ograniczenie praw obywatelskich mieszkańcom miast i wsi, którym zabiera się możliwość wyboru tego kogo chcą, bo takimi pierdółkami, jak czyjeś prawa – prezes się nie przejmie.

Okazuje się, że inni politycy też. Brawo, panowie, brawo!

Dla polityków najwyraźniej obywatel to idiota na wzór akolitów prezesa, który sam nie wie co dla niego dobre i polityk musi mu to dopiero uświadomić.

Pochodzę z miasta, którego prezydent pełni swą funkcję od niemal 17 lat osiągając za każdym razem wynik w okolicach rekordu świata.

Czy naprawdę państwo sądzą, że ten wynik zapewniają mu jakieś kliki? Jak? Musiałyby mieć koło 300 tysięcy członków, a o takich jako żywo jeszcze nie słyszałem. Państwo słyszeli?

Śledzę uważnie programy wyborcze konkurentów p. Szczurka i z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że… ich po prostu nie mają.

Radna SLD, z która lata temu dyskutowałem rozśmieszała mnie tak, że omal zajadów nie dostałem.

— Dlaczego chce pani zmienić prezydenta?

— Noooo… żeby było inaczej.

— Tzn. jak?

— No… inaczej

Tak mniej więcej wyglądała rozmowa z tą panią. Z kolei kandydujący na tę posadę radny PiS odniósł sukces, osiągając ok. 4% głosów na podstawie programu zakładającego… likwidację wszystkiego, co się tylko da. Serio. Facet (jest teraz posłem) o wyjątkowym iloczynie inteligencji proponował nawet… rozbiórkę świeżo wybudowanej Gdyńskiej Szkoły Filmowej argumentując rzeczowo „no bo po co ona?”.

Nie przesadzam, wszystko, co napisałem – można sprawdzić.

No to teraz powiedzcie mi, państwo z Nowoczesnej, dlaczego mam pozbywać się starego prezydenta, dzięki któremu Gdynia kwitnie jak nigdy w swej historii i zatrudniać jakiegoś idiotę podobnego wyżej wymienionym tylko dlatego by durne, populistyczne hasełka, które z niezrozumiałych powodów wspieracie stały się ciałem?

Szermowanie przykładami patologii nie jest argumentem dla budowania tego rodzaju zasad, ale dla eliminacji zła tam gdzie się ono zalęgło, a nie wyciągania z jednostkowych przypadków wniosków uogólniających.

Jest w tym wszystkim jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Jeśli prezesowi przy waszej bezmyślnej pomocy uda się przeprowadzić ten manewr, nie poprzestanie na nim. Przyjdzie kolej na ordynację wyborczą do parlamentu.

I tu zaczynam się martwić. Co będzie jeśli nowa ordynacja do sejmu i senatu także będzie zawierała zasadę dwukadencyjności? No bo niby dlaczego nie? Skoro tu jest „sprawiedliwie” to dlaczego nie tam?

I co z prezesem? Odejdzie z parlamentu? Siedzi w nim przecież już chyba siódmą. Boszsz … i co my bez niego zrobimy?

Odpadnie jedyny łącznik, który jako tako spaja niemal wszystkie pozostałe partie.

Nie mogę myśleć o tym spokojnie.

Wziąć udział w pożegnalnym bankiecie prezesa… marzenie, prawda?

Wasz utulony w żalu…

JERZY ŁUKASZEWSKI

Studio Opinii