„Pucz”: Coraz więcej szczegółów

Informacja jak najbardziej porażająca: Jak wynika z informacji, do których dotarł portal Niezalezna.pl, planowano, aby kluczową rolę w wydarzeniach – kogoś w rodzaju „unijnego mediatora” – odegrał przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

I dalej: W piątek, 16 grudnia 2016 r., posłowie opozycji podjęli próbę obalenia demokratycznie wybranej władzy. Zaczęło się od okupacji mównicy sejmowej, a później sali plenarnej. Wspierali ich zwolennicy, m.in. z tzw. Komitetu Obrony Demokracji, którzy zaczęli się gromadzić i urządzać awanturę przed budynkiem parlamentu. (…)

Dzień później w Polsce pojawił się Donald Tusk. (…) Wykorzystał tę wizytę, aby zaatakować ugrupowanie rządzące i poprzeć puczystów.

Opuśćmy może cytowanie wypowiedzi pana Tuska, bo nic do sprawy nie wnoszą. Prawdziwa rewelacja następuje potem:

Teraz okazuje się, że najprawdopodobniej wszystko zostało dokładnie przemyślane, skoordynowane i zaplanowane. Z informacji, które portal Niezalezna.pl uzyskał od unijnych polityków, wynika, że wizyta i wystąpienie Donalda Tuska w najgorętszym momencie awantury nie były przypadkowe. Nasze źródła twierdzą, że polityk miał odegrać w próbie obalenia rządu kluczową rolę. Wystąpić jako „unijny namiestnik”, który wkracza na scenę, aby uspokoić sytuację w kraju, bo liczono na to, że dojdzie do brutalnych zamieszek z udziałem policji i służb. To wokół niego miała skupić się opozycja.

Marszałek, pod presją Prezesa, nie wycofał się z danego już sygnału do rozpoczęcia „puczu”…

W ujawnionym planie niby wszystko się zgadza, no może poza dwoma małymi szczególikami, drobiazgami właściwie, tak malutkimi, że wybitni analitycy portalu, a tym bardziej znakomici unijni politycy (obaj?) nie zwrócili zupełnie na nie uwagi.

Pierwszy: sygnałem do okupacji mównicy sejmowej, a potem całej sali obrad była decyzja marszałka Kuchcińskiego o wykluczeniu z obrad jednego z posłów. Czyżby więc marszałek był również w ten niecny spisek zaangażowany?! To on, a właściwie jego decyzja, była tą iskrą zapalną. Niczym bomba podłożona przez von Stauffenberga w Wilczym Szańcu dała sygnał do całej operacji. Zresztą tak jak i wtedy, nieudanej.

Drugi: marszałek chciał swoją decyzję o wykluczenia posła zmienić, ale po konsultacjach z Prezesem wycofał się z tego pomysłu. Nie załagodził sytuacji na sali obrad, nie wytrącił opozycji bezpośredniego argumentu do protestu, a wszystko pod presją Prezesa. Czyżby więc i Prezes maczał w „puczu” palce?

Teorie spiskowe można snuć i rozwijać, znajdować coraz to nowe argumenty na ich uzasadnienie. Przy okazji trzeba jednak pamiętać, aby umiejętnie dopasować je do faktów. Inaczej wychodzą brednie, a w połączeniu z innymi faktami wręcz głupoty.

Jakiś debil wymyślił sobie, że jest w narodzie grupa, która łyknie wszystko, każdą dosłownie głupotę, aby dowalić „wrogom państwa” i znienawidzonemu Tuskowi. I wykrył spisek. Wielki spisek. Spisek, w którym główne role, zupełnie niechcący, przypisał największym swoim idolom. Bo w każdym spisku trzeba dać sygnał do jego rozpoczęcia, gdyż nie pojawiają się one samoistnie.

Teorie spiskowe można wymyślać przeróżne, ale jeśli mają one służyć sprawie (nawet tej najbardziej wrednej), to należy pamiętać o logice zdarzeń, ich kolejności i konsekwencjach. Inaczej mamy do czynienia ze zwykłym debilizmem.

JERZY SIKORA

One comment