O konieczności powołania Rady Plemienia

Początkowo chciałem zatytułować ten tekst „Wesz na grzebieniu”, ale licząc na jego wagę w dyskusji, uznałem, że tytuł powinien być ciut bardziej poważny.

Plemię współczesnych barbarzyńców, za nic mających jakieś wykształcenie, umiejętności, doświadczenie i wiedzę opanowało nasze Państwo.

Rządzą i decydują o naszej rzeczywistości ludzie ledwie po maturze, lub technikum ogrodniczym, ludzie z maniami, lecz nieustawieni lekowo, nikiforzy dyplomatyczni godni reprezentować co najwyżej San Escobar, obcy agenci udający patriotów i opanowany żądzą odwetu naczelny frustrat Rzeczypospolitej. Cała ta menażeria ma poparcie licznego, słabo wykształconego, religijnego ludu pisowskiego dającego im demokratyczny mandat w dojściu do władzy.

My, czyli plemię gorszego sortu, emigranci z II RP, pogrobowcy gestapowców, komuniści i złodzieje, koderaści i inne lewaki, miotamy się jak wesz na grzebieniu.

Teoretycznie do naszego plemienia należy elita naszego narodu ze światem prawniczym, naukowym i kulturalnym. Dlaczego więc tak łatwo dajemy się ogrywać mniej inteligentnemu przeciwnikowi? Czemu miotamy się od reakcji na łamanie prawa konstytucyjnego do reakcji na łamanie praw społecznych.? Czemu czekamy na kolejne brutalne akcje zawłaszczania Państwa przez tamto plemię?

Miotamy się, bo zabrakło skorzystania ze zbiorowej mądrości. Tym razem nie oceniam innych, lecz bije się we własne piersi. Gdy powstał KOD zgłosiła się do nas cała masa wybitnych postaci i doskonałych fachowców ze wszystkich dziedzin z ofertą wsparcia, pomocy i udzielenia swojej wiedzy i pracy na rzecz zbudowania mądrych zespołów roboczych. Dlaczego zmarnowaliśmy ten potencjał – dziś trudno ocenić. Zabrakło doświadczenia, zabrakło wiedzy i czasu. Tak ciężko pracowaliśmy biegając z taczką z napisem KOD, że zabrakło czasu na załadunek treści, która powinno się było w niej wieść.

Pomysł na KOD, który miał Kijowski wcale nie był zły. Pokojowa rewolucja, siła spokoju, pójście drogą Dalajlamy było świetną ofertą dla rzeszy ludzi, dla których każda inna droga wydawała się zbyt radykalna. Dla tych ludzi uśmiechnięte marsze, białoczerwone rękawiczki i baloniki i kod kapela to dokładnie ten rodzaj ekspresji, na który ich stać. Zabrakło tylko jednej podstawowej rzeczy. Po roku czasu nikt nie wie gdzie ten KOD ma dojść. Nikt nie wymyślił, jaki jest cel wielotysięcznego ruchu.

Pomysł na akcje Obywateli RP Paweł Kasprzak ma świetny. Punktowe, celowane akcje niewymagające tłumu ludzi, trafiające dokładnie tam gdzie powinny trafić, czyli na przykład w przemówienie Kaczyńskiego podczas kolejnej miesięcznicy. Jak sam Paweł często podkreśla – liczy się jakość, a nie ilość, stąd przez wiele miesięcy media nawet nie zauważały jego i jego ekipy. Teraz to się zmieniło, ale… Wiele razy rozmawiałem z Pawłem na temat tego, jaki jest cel i kto będzie mówił w jego imieniu, gdy zaczniemy rozmawiać i porządkować Polskę. Paweł wie, że ostatecznie polityki nie robi się na chodniku.

Dzisiejszy tekst jest dłuższy niż zwykle, ale dla jego kompletności musze jeszcze wspomnieć o pułapce Jedności.

Na forach, wśród osób dyskutujących o kondycji naszej opozycji, nawet wśród poważnych graczy na politycznym rynku padają stwierdzenia o konieczności Jedności na opozycji. Pojawiają się nawet kuriozalne westchnienia za połączeniem Platformy i Nowoczesnej, na zjednoczeniu opozycji w jeden twór pod przywództwem jednego Lidera. Warto jednak zwrócić uwagę,  że o jednym certyfikowanym liderze opozycji marzy również Kaczyński.

Jedność opozycji to szkodliwa mrzonka. Jedność jest nam do niczego nie potrzebna. Próba jej forsowania da taki sam efekt, jaki dała przy formowaniu KOD, gdy nastąpiło cięcie po skrzydłach wszystkiego, co nie pasowało do jednej wizji.

Siłą opozycji jest różnorodność, różne formy nacisku, różne pomysły i pozorny chaos rozumiany  jako brak centralnej koordynacji i certyfikacji.

To właśnie nie jedna opozycja – a rój, w którym Petru idzie na rozmowy, Schetyna blokuje mównicę, Kijowski robi piknik KOD, Kasprzak skanduje na Krakowskim, a Wagner z wrocławską ekipą rozwiesza banery jest najtrudniejszym i nieprzewidywalnym przeciwnikiem.

Naszemu plemieniu brakuje tylko jednej rzeczy. Think tanku.

Trzymając się narracji: po prostu brakuje nam Rady Plemienia. Zespołu mędrców z różnych dziedzin, który nie pełniąc ŻADNEJ funkcji kierowniczej, wziąłby na siebie funkcję doradczą, komunikacyjna i logistyczną. Taka rada, najlepiej pod przewodnictwem niekwestionowanego autorytetu, a przynajmniej pod jego patronatem, mogłaby przewidywać i szykować propozycje reakcji na działania władzy, mogłaby opiniować działania władzy i prowadzić akcje informacyjną i edukacyjną. Rada stanowiłaby łącznik między różnymi organizacjami i grupami czasem mającymi problem z komunikacją i współpracą. Rada wreszcie stanowiłaby naturalne miejsce spotkań i komunikacji opozycji.

Z taką radą musieliby i chcieli rozmawiać politycy, bo to oni powinni zabiegać o poparcie ruchów społecznych a nie odwrotnie.

Swego czasu był pomysł powołania Think Tanku przy KOD z Władysławem Frasyniukiem jako jego patronem. Pomysł umarł jak większość pomysłów około-kodowych. Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzeba nam Rady Plemienia, bo nasze plemię jest w potrzebie.

JACEK PAROL

Studio Opinii