PolecaMY: Zła mowa

Przez wiele lat pisał „do szuflady”. I całe szczęście. Po latach wydał profesor znakomity przewodnik po języku propagandy. Żałować można jedynie, że swojej pracy nie kontynuował. A może jednak. Mam nadzieję, że za parę lat ukaże się pozycja o języku lat 1989-2016.

Język polityków, a właściwie mediów, które polityków reprezentują znany jest od dawien dawna. Zawsze zmierzał on i będzie zmierzał do kształtowania, modelowania poglądów i zachowań całych grup społecznych. Odpowiedni dobór słów ma wywołać nie tylko niechęć do ludzi, którzy myślą i działają inaczej, niż władza sobie to wyobrażą (albo planuje). Ma wywołać również strach przed tymi, którzy rzeczywistość krytykują. Jak obecnie, kiedy zapowiada się, że przegrana PiS w kolejnych wyborach spowoduje likwidację programu Rodzina 500+.

Propaganda, a więc odpowiedni dobór słów przez polityków i media doprowadza do swoistego prania mózgów, pozbawia wyważonej oceny zdarzeń, pozbawia również zdolności logicznego myślenia.

Michał Głowiński, literaturoznawca, Złą mowę pisał kilkanaście lat. Od tych 60., obfitujących np. w wydarzenia marcowe, wojnę egipsko-izraelską, czy exodus Polaków żydowskiego pochodzenia, skończywszy na roku 1989.  Zapisywał w tym czasie hasła i określenia wypowiadanie przez ówczesnych przywódców, powtarzane przez służące im media. I powstał swoisty leksykon propagandy. Ówczesnej. Ale niestety niezbyt różniącej się od obecnej.

Autor poświęca swoja pracę słowu. Sens wielu z nich zostaje wypaczony, tylko po to, aby służyć uzasadnieniu jedynej słusznej linii partii i rządu. Owe słowa można było odczytywać na wiele sposobów, często, zbyt często, w zupełnie inny niż przewidują to słowniki.

Z jednej strony można żałować, że prof. Głowiński nie kontynuował swojej pracy do dnia dzisiejszego. Zresztą może i to robi, ale, jak to mawiają, w tym temacie cisza. Z drugiej – nie jest to aż tak bardzo potrzebne. Ten swoisty przewodnik po języku propagandy pozwala i dzisiaj zorientować się, w jaki sposób, jakimi słowami, jesteśmy „robieni w konia”, oszukiwani, zwodzeni. I tyczy się to wszystkich uczestników sceny politycznej. I wszystkich mediów, które, oficjalnie, reklamują się jako obiektywne i niezależne.

Co do jednego nie ma złudzeń; im bardziej zagłębiamy się w analizę poszczególnych określeń rozpracowywanych przez autora, tym bardziej orientujemy się, że to co było, wcale się nie zmieniło, że ten język nie powraca, ale był i jest, w tym samym charakterze.

Smutne to, ale zarazem rodzi się refleksja, że powinniśmy bardzo uważnie wsłuchiwać się w to, co mówią do nas politycy, co przekazują nam media. Uważnie i z poszanowaniem własnego intelektu, z wykorzystaniem wiedzy o języku i historii, z bardzo ograniczonym zaufaniem.

Prosty przykład z ostatnich miesięcy. Rząd chwali się, że przekazał w ramach programu Rodzina 500+ ileś tam miliardów na pomoc dla rodzin z dziećmi. Rząd nie mów przy tej okazji, że rozdaje nasze pieniądze. Bo rząd własnych przecież nie ma. Jego pieniądze to są nasze zebrane w ramach podatków i innych danin. Ale nikt się nad tym nie zastanawia. Zwłaszcza ci, którzy pieniądze te otrzymują…

JAKUB WYRWAŁ

Zła mowa, Michał Głowiński

Wielka Litera