Nie wstydźmy się polskiej kuchni: Karp pieczony

Jak najbardziej temat wigilijny, choć oczywiście nie do końca. Skoro jednak czas ten zbliż się wielkimi krokami, to bez pieczonego karpia obejść się nie można. Jeśli nie na Wigilię to w pierwszy lub drugi dzień świąt, kiedy podejmujemy gości. Sama ryba to nic; najlepsza zabawa polega na przygotowywaniu nadzienia; mnie nigdy nie udało się przyrządzić tego samego, powtarzalnego . Nie dlatego, że nie pamiętam poprzedniego przepisu, tylko, że uwielbiam eksperymentować ze smakami. O wiele częściej więc najpierw wymyślam nadzienie, a dopiero potem dokupuję rybę… My zaczniemy jednak od klasyki…

Do przygotowania karpia pieczonego potrzebujemy:

  • oczywiście karpia (taki ok. 2 kg powinien na 3-4 osoby wystarczyć);
  • jedną średnią cebulę;
  • 30-40 dkg pieczarek;
  • przyprawy: sól, pieprz;
  • pół kostki masła;
  • pęczek koperku;
  • tłuszcz do smażenia.

A przygotowujemy go w sposób następujący:

  1. Sprawiamy karpia; skrobiemy z łusek, patroszymy (brzuch nacinamy od otworu odbytowego do głowy i usuwamy wnętrzności). Dokładnie myjemy. To jednak nie koniec. Musimy wyciąć skrzela oraz oczy. Jeszcze raz dokładnie myjemy i osuszamy. Po obu stronach grzbietu ryby wykonujemy 3-4 głębokie nacięcia. Solimy całą od wewnątrz i na zewnątrz, pieprzymy.
  2. Przygotowujemy nadzienie. Cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę. Pieczarki obieramy i kroimy w bardzo drobną kostkę. Również drobno kroimy pęczek koperku. Na patelni rozgrzewany tłuszcz. Szklimy cebulkę i dodajemy pieczarki. Przyprawiamy do smaku solą i pieprzem. Pieczarki podczas duszenia „puszczają” sok, więc smażymy aż do jego odparowania. Na koniec dodajemy pokrojony drobno koperek. Niektórzy do wystudzonego nadzienia dodają jeszcze dla pewności jajko, aby nadzienie w trakcie pieczenia było spójne, a po upieczeniu ryby, „nie wysypywało się”.
  3. W nacięcia na grzebiecie ryby, w oczodoły oraz pod klapy skrzelowe kładziemy kawałki masła. Pozostałym smarujemy rybę dokładnie z zewnątrz.
  4. Piekarnik nagrzewamy do temperatury ok. 180 stopni. Kładziemy rybę na blasze wyłożonej papierem do pieczenia lub folią aluminiową delikatnie skropionymi olejem. Do brzucha nakładamy delikatnie nadzienie (nie za dużo, tak, aby się nie wysypywało; przy większej ilości musielibyśmy otwór zaszywać lub spinać). Wkładamy do piekarnika.
  5. Po ok. godzinie (lub krócej, lub dłużej – czas pieczenia powinniśmy kontrolować – karpia wyjmujemy, dzielimy na porcje i podajemy do stołu.

Kiedy tak zastanowimy się, to faktycznie pieczony karp w naszych domach pojawia się prawie wyłącznie na Wigilię. Tak samo jak kawałki karpia smażonego. Jakoś tak się utarło. Na co dzień zadowalamy się jakimiś tam łososiem (ale zapominając o tym bałtyckim, znacznie lepszym smakowo i zdrowszym od norweskiego ze sztucznych hodowli, czy atlantyckiego nie wiadomo skąd, na dodatek faszerowanym ogromną ilością antybiotyków i innych lekarstw), pstrągiem (też go lubię, ale wyłącznie gotowanego na parze), czy nawet makrelami, doradami, czy sumami afrykańskimi, tylko dlatego, że ktoś nam je wciska „ustami” niby znakomitych szefów kuchni. A tymczasem szczupaki, sandacze, węgorze, płotki, okonie (ale te nasze, nie żadne tam morskie czy atlantyckie), karasie, śledzie, krąpie mają się całkiem nieźle i… czekają na nas…

SMAKOSZ

PolecaMY również:

Królik duszony w wiśniówce, Dżem z dyni, Pierogi z płuckami, Ryba po kaszubsku, Kopytka, Nóżki w galarecie, Babka ziemniaczana, Gołąbki z kaszą, Grzybek jajeczny, Kotlet wieprzowy niekoniecznie schabowy, Dodatki z ogórków i pomidorów, Domowy smalec ze skwarkami, Kalafior z wody, Placki ziemniaczane, Kapusta z wody ze skwarkami, Sztuka mięsa w sosie chrzanowym, Żurek na zakwasie