Aleksandry Jakubowskiej portret bez retuszu

Jedna jest „lwica lewicy” i jedna Aleksandra Jakubowska, której nadano ten zgrabny i chwytliwy przydomek. Wywiad rzeka, jaki przeprowadziła z nią publicystka Anita Czupryn, jest dociekliwy i poruszający, ponieważ bohaterka rozmowy szczerze, jak sądzę, mówi o kilku swoich wzlotach i upadkach, a także o czasach dzieciństwa na pruszkowskim Żbikowie, które zahartowało ją do trudnych wyzwań, do zmierzenia się z dramatycznymi w skutkach wydarzeniami, jakich stała się mimowolnym uczestnikiem. Czym jest dzielność, lojalność w wydaniu Aleksandry Jakubowskiej dowiemy się z książki „Lwica na brzegu rzeki”.

lwicaPracowałyśmy z Olą w „Sztandarze Młodych”, obie zdobywałyśmy tam dziennikarskie szlify, obie w stanie wojennym nie przeszłyśmy weryfikacji. Ja bezpartyjna, ona członek partii. To był dla nas pierwszy, poważny, zawodowy cios. Ola się z niego szybko podniosła. Gdyby była bokserem, powalałaby przeciwników na deski. Myślę, że traktuje życie jako rodzaj ringu. I ja jej w tych walkach sekunduję. Lubię jej ambicję, dziarskość, szybkość, taki brak rozterek, który mnie na przykład często towarzyszy.

Jej znakiem firmowym stał się gest chwycenia torebki i nagłego wyjścia ze studia telewizyjnego podczas emisji „Wiadomości”. Tak wyraziła swój protest związany ze zmianą prezesa. Dzisiaj rzadko pojawia się telewizji, nie ma jej w mediach, ale jest w pamięci wielu osób, ponieważ zwykłym ludziom dała się dobrze zapamiętać. Jako przedstawicielkę SLD wybrano ją na posłankę do Sejmu RP. W swojej partii zrobiła karierę, ale jej dawni szefowie nie przyszli na promocję książki, bo – jak mi szepnęła na ucho – tylko Leszek Miller był zaproszony, ale akurat spędza urlop w tropikach. Przybyło jednak kilku kolegów z SLD, jakże mało w porównaniu z tłumem, który ją otaczał, kiedy współrządziła w partii, była rzecznikiem kilku rządów.

Bardziej niż praca bohaterki w mediach podczas polskiej transformacji interesują mnie te fragmenty książki, w których Ola opowiada, jak sobie radzi wychowując niepełnosprawne dziecko i jak wielką rolę w tym trudnym wyzwaniu odgrywa jej mąż. Wiele jest w książce zabawnych anegdotycznych sytuacji opowiedzianych przez Aleksandrę Jakubowską z prawdziwym talentem narracyjnym, więc ci, którzy jej nie znają zobaczą, jakie ma poczucie humoru.zdjecie-nr-4

Kiedy ktoś z lekceważeniem wydyma usta, kwitując czyjeś życie słowami: „a, to komuch”, mówię, że w „Sztandarze Młodych” miałam najlepszego w mojej karierze dziennikarskiej szefa – Ryśka Naleszkiewicza – też „komucha” i że Ola jako pierwsza zgarnęła nas, byśmy po wybuchu w warszawskiej Rotundzie oddali potrzebującym krew. Nikt z niepartyjnych, kontestujących ani zajmujących się poezją bądź prozą – przyjemnymi, rozwijającymi intelekt tematami – tego nie zrobił, tylko właśnie Aleksandra Jakubowska. Od tego czasu ją cenię.

I nie wierzę w jej świadome działania niezgodne z prawem. Każdego można wplątać w niecne czyny i rzucić na żer. Ale nie każdy czuje coś w rodzaju lojalności nawet wobec tych, którzy się od niego odwrócili w najgorszym momencie. Poglądy Aleksandry Jakubowskiej ewoluują, teraz bardzo krytycznie wypowiada się na temat aborcji, „czarnego marszu”, ale nawet w książce, która jest pewną formą podsumowania ponad sześćdziesięciu lat życia, nie odkrywa tych kart, które wielu z nas chciałoby poznać. Może nastąpi to kiedyś, gdy naprawdę będzie na brzegu rzeki?

MARTA SZTOKFISZ

„Lwica na brzegu rzeki”, wydawnictwo The Facto 2016