Majdan pokazał, że można zmienić władzę…

Ale nowa władza nie chce się zmienić i podąża drogą swoich poprzedników. Władza Ukrainy oczywiście. Nadzieje milionów mieszkańców tego kraju spełzły właściwie na niczym. Dobitnie świadczy o tym liczba tzw. uchodźców, którzy masowo przekraczają naszą wschodnią granicę.

Minęła właśnie trzecia rocznica wydarzeń na kijowskim Majdanie. Wydarzeń okupionych krwią, wydarzeń, które dla Ukraińców były wielką nadzieją na przyłączenie się do świata zachodniego, wyrwania spod „opieki” Moskwy.

Efektem tych trzech lat jest utrata Krymu oraz wojna ww Wschodniej Ukrainie. Wojna, która pochłonęła już ponad 10 tys. ofiar po stronie obrońców i nieznaną liczbę napastników ze Wschodu.

Dodajmy do tego jeszcze setki tysięcy, może już grubo ponad milion tych, którzy nie wierząc, że cokolwiek w ich kraju może się zmienić, po prostu z Ukrainy uciekają. Ale nie ze strachu, nie przed represjami, ale za chlebem, często wręcz za lepszym życiem. Bo jedynym właściwie rezultatem Majdanu jest to, że na tzw. uchodźców z Ukrainy patrzy się w Polsce bardziej przychylnym okiem.

Ukraińscy nacjonaliści uczcili trzecią rocznicę Majdanu...

Ukraińscy nacjonaliści uczcili trzecią rocznicę Majdanu…

Nadziejami po Majdanie na szybkie przyjęcie do struktur europejskich Ukraińcy żyli dość krótko. Ze zdziwieniem obserwowali, jak na ich oczach tworzony jest system rządzenie właściwie niewiele różniący się od tego obalonego. System oligarchiczny, skorumpowany, totalnie niewydolny. Do tego stopnia, że ekspertó1) w różnych dziedzinach poszukuje się zagranicą, w tym w Polsce. Ekspertów często, przyznajmy, o dość wątpliwych kwalifikacjach.

Zauważył to Zachód, który po pierwszych chwilach zachłyśnięcia się ukraińską rewolucją szybko doszedł do wniosku, że droga do UE przed Kijowem jeszcze daleka. Bardzo daleka. O ile więc pierwsze rozmowy i obietnice mogły dać Ukraińcom nadzieję, to obecnie proces przyłączania do Unii dla Kijowa został właściwie zastopowany.

To co widzi Zachód, absolutnie nie dociera do naszych rządzących. Można oczywiście zrozumieć, że łatwo szafują liczbami „uchodźców” z Ukrainy w kontrze do propozycji, aby Warszawa przyjmowała prawdziwych uciekinierów z rejonów ogarniętych wojną na Bliskim Wschodzie i Afryce. To nawet sporej części Polaków się podoba. To, że nie ma absolutnie pokrycia w prawdzie, jest już zupełnie inną kwestią.

Niezrozumiały jest jednak strumień polskich pieniędzy, który trafia do Kijowa. Tłumaczenie, że są to obietnice oraz zobowiązania podjęte przez poprzednią władzę (co jest prawdą), nie trafiają do przekonania. Zwłaszcza, że trafiają do totalnie skorumpowanej, niewydolnej władzy. Można więc tylko sobie wyobrazić, że pieniądze te w bardzo małym stopniu zostaną przeznaczone na realizację celów, na która mają być przeznaczone.

Niskie zarobki na Ukrainie powodują, że trafia do nas masa ukraińskich pracowników. Pracują w restauracjach, na budowach, sprzątają mieszkania, instytucje, całe osiedla nawet, opiekują się osobami starszymi w domach opieki, lepią pierogi, zmywają, zamiatają.

Inną grupą są studenci. Większość za studia płaci (właściwie ich rodzice) i zdobywają uczciwą wiedzę, a nie za łapówki, jak to jest powszechne na tamtejszych uczelniach.  W zdecydowanej większości do ojczyzny wracać nie myślą. Zostaną w Polsce lub pojadą dalej na Zachód, już z dyplomami naszych uczelni.

W zdecydowanej większości narzekają na korupcję i oligarchów. Swoich, tych nowych, z nowego rozdania.

U nas się tego nie zauważa, tzn. nie zauważają tego władze, a jeśli nawet, to na ten temat milczą. Nie zauważają też coraz silniejszych ruchów nacjonalistycznych oraz rewanżystowskich, które posuwają się nawet do żądań zwrotu naszych ziem południowo-zachodnich. Uchwałę naszego parlamentu o ludobójstwie na Wołyniu można uznać za przypadek. Bo skoro nie idą za tym innego głosy, ani kroki…

Władza, która w swoim własnym kraju potrafi śledzić, ścigać i tępić wszelkie przejawy nadużyć poprzedniej, ochoczo wyciąga ręce w stronę tej doszczętnie skorumpowanej za wschodnią granicą. I stale zapewnia o swoim dla niej poparciu.

JAROSŁAW WALASEK