Sól himalajska: hit czy zwykły chwyt?

Zdaniem jednych najlepsza, nieskażona, lecznicza i wyjątkowa. W opinii innych zwyczajna, przereklamowana, mało wartościowa, a wręcz szkodliwa. Prawda o soli himalajskiej z pewnością leży gdzieś pośrodku. Dlatego na przekór obietnicom marketingowców, lepiej używać jej z umiarem – jak zresztą każdej soli.

O cudownych, by nie powiedzieć cudotwórczych właściwościach soli himalajskiej nasłuchaliśmy się i naczytaliśmy już bardzo wiele. Jej entuzjastyczne recenzje i opisy sugerują na przykład, że zawiera ponad 80 pierwiastków niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Poza tym można stosować ją wspomagająco przy leczeniu rozmaitych dolegliwości. Mało tego – ma podobno zapobiegać niektórym chorobom. Brzmi fantastycznie, zwłaszcza dla tych z nas, którzy poszukują zdrowszego zamiennika zwykłej soli kuchennej, oskarżanej nieustannie o destruktywny wpływ na stan naszych organów wewnętrznych. Dietetycy przestrzegają jednak przed bezgraniczną wiarą w zapewnienia reklamodawców. Z pewnością sól himalajska jest zdrowsza od zwykłej, oczyszczonej soli kuchennej. Ale czy zasługuje na wynoszenie jej do rangi superfoods?

 

Sól himalajska: jak to pięknie brzmi

Himalaje kojarzą nam się z krystalicznym śniegiem oraz świeżym, mroźnym powietrzem. Są dzikie, dla większości z nas niedostępne, piękne i nieskażone. Pochodząca z nich (a dokładnie z terenów Karakorum) sól musi być zatem równie wspaniała. Wszak niespotykany jest nawet jej wygląd! Kto widział wcześniej sól w formie różowych, grubych kryształków?

Ano, właśnie. Sól kamienna lub morska przybiera różne barwy, od różowych przez czerwone, niebieskie i żółte, aż po czarne. Wszystko zależy od specyfiki jej składu oraz złóż, z których jest pozyskiwana. Ze względu na znaczącą ilość żelaza, różowym, czerwonym lub fioletowym odcieniem charakteryzują się również inne rodzaje soli, na przykład sól peruwiańska. Z kolei odparowywana z wybrzeży Cypru sól grecka pięknie iskrzy się czernią, ponieważ zawiera związki węgla drzewnego.

Barwa soli himalajskiej nie jest zatem niczym nadzwyczajnym. Ba, nawet nasza rodzima sól wydobywana w Kłodawie przybiera nie tylko biały, ale i różowy właśnie, a czasem nawet błękitny odcień. Marketingowcy zrobili jednak dobrą robotę i sprawili, że żadna sól nie cieszy się taką popularnością i przy okazji też reputacją, jak sól himalajska. A w przypadku soli to w dzisiejszych czasach nie lada wyczyn…

 

Sól kuchenna, warzona, kamienna czy morska?

Sól, której na co dzień używa zdecydowana większość z nas to sól kuchenna, zwana też warzoną. Uzyskuje się ją przez odparowanie solanki. Sól kuchenna jest pozbawiona związków mineralnych, nie licząc oczywiście faktu, że sama w sobie stanowi prawie czysty chlorek sodu. Ponadto, zgodnie z odgórnymi wytycznymi jest jodowana, co pozostaje jej jedyną zaletą. sol-2

Z wad należy natomiast wymienić zawartość żelazocyjanku potasu, substancji o działaniu przeciwzbrylającym, który w większych stężeniach jest po prostu trujący. Stąd też w niektórych krajach jego wykorzystywanie w przemyśle spożywczym jest zabronione.

Sól kamienna i morska mają tę przewagę nad solą warzoną, że są nieoczyszczone, a więc zawierają całkiem sporo związków mineralnych, takich jak żelazo, wapń, selen, magnez czy jod (gdy mowa o soli morskiej). Zapewnienie o mnogości pierwiastków skumulowanych w soli himalajskiej, nie jest co prawda przesadą, ani przekłamaniem. Jednak oprócz tych naprawdę dla nas ważnych, znajdziemy w niej także rad, polon, uran, rtęć, kadm oraz wiele, wiele innych, które niekoniecznie chcielibyśmy sobie aplikować.

Z drugiej jednak strony, sól mamy przecież spożywać w niewielkich ilościach. Dopuszczalna dzienna dawka sodu mieści się bowiem na jednej płaskiej łyżeczce od herbaty. Dotyczy to każdej soli bez wyjątku. Nie ma więc znaczenia, jaką sól kupujemy. Ani prozdrowotne, ani szkodliwe substancje w niej zawarte nie przedostają się do nas w ilościach innych niż śladowe.

Zakup egzotycznej, importowanej soli może jedynie odbić się na naszej kieszeni. Przykładowo, kilogram gruboziarnistej różowej soli kłodawskiej kosztuje około 5 zł, podczas gdy sól himalajska jest dwa razy droższa.

 

Z Himalajów do kuchni

Sól himalajska może i nie zasłużyła na tyle splendoru, ile na nią spłynęło, ale nie jest też całkowicie niegodna uwagi. Ma na pewno bardzo interesujący smak, szczególnie jeśli mowa o jej czarnej wersji, pochodzącej z wulkanicznych terenów Pakistanu.

Czarna sól himalajska (spotykana też pod nazwą Kala Namak) posiada charakterystyczny, ostry smak i szafirowy odcień. Potrawom nadaje zaś posmak jajeczny, dlatego jest lubiana przez wegan. Poza tym to klasyczna przyprawa dań kuchni indyjskiej – wyrazistej i smacznej.

 

A może by tak się wykąpać?

Nie łudźmy się więc, że zmiana soli z kuchennej na kamienną lub morską w czymkolwiek nam pomoże. Spożycie soli himalajskiej w żaden sposób nie wzmocni naszego organizmu. Może być ona jedynie ciekawym dodatkiem do potraw, poprawiającym ich smak i estetykę. sol-3

Nie radzimy też zwiększać jej spożycia, by wyciągnąć z niej, ile się da. Dostarczymy sobie wówczas niebezpiecznie dużych ilości sodu (każda sól składa się z niego w ponad 90%), którego nadużywanie dereguluje ciśnienie krwi, spowalnia przemianę materii, zatrzymuje wodę w organizmie, wpływa negatywnie na pracę nerek, grozi cukrzycą, udarem mózgu i zawałem serca.

O wiele lepiej w soli himalajskiej się wykąpać lub dodać ją do inhalacji w czasie choroby dróg oddechowych. Wersja gruboziarnista świetnie sprawdzi się jako materiał na peeling. Z pewnością pomoże rozprawić się z cellulitem i nada skórze jędrności.

Coraz większą popularnością cieszą się także mydła z solą himalajską. Mydełko takie działa jak peeling – przywraca skórze miękkość, witalność i blask. Zadziała na nią tonizująco, antybakteryjnie i nawilżająco. Kąpiele solankowe słyną ponadto ze swoich właściwości terapeutycznych – uspokajają i zmniejszają napięcie nerwowe. Taki sam efekt da nam ponadto odpoczynek w towarzystwie himalajskiej lampy solnej.

ELŻBIETA GWÓŹDŹ

Ekologia.pl