Jest kwota wolna od podatku!

Nie ma jak spełnianie wyborczych obietnic. Podniesienie kwoty wolnej od podatku obiecywał kandydat na prezydenta i szefowa kampanii partyjnej, obecna szefowa rządu. Malkontenci wytykali, że tej zapowiedzi w ciągu roku rządzący nie zrealizowali. A tu szok. JEST! UDAŁO SIĘ!. Dochód do 20 tysięcy nie będzie opodatkowany!

Będzie więc można pracować, produkować, sprzedawać, a fiskusowi pokazywać wykaz tego, co się sprzedało i teoretycznie zarobiło. Do 20 tysięcy podatku płacić nie trzeba będzie. A powyżej… zaledwie 2 proc. zryczałtowanego.

Jak widać, co PiS obiecuje, to realizuje. A że nie dla wszystkich, a jedynie wybranych,,, Przepraszam, właściwie to wyborców. Można ten prezent odebrać jako spłatę długu wobec wyborców. Nie wszystkich co prawda, ale tych najważniejszych. Bo dzięki nim PiS właściwie ostatnie wybory parlamentarne wygrał.

Sam Naczelnik Państwa mówił o tym podczas spotkania z tymi wyborcami: Osiągnęliśmy ten niezwykły sukces dzięki ogromnemu poparciu na polskiej wsi. Tak, bo to właśnie o rolników chodzi. Teraz nadszedł czas na ich dopieszczanie.

jest1Pierwszy krok już został uczyniony. Od kwietnia działa nowa ustawa o gruntach rolnych, która uniemożliwia spekulację ziemią. Bo problem był bardzo poważny. Rolnicy zamiast ciężko pracować, w mozole wykopywać ziemniaki i tuczyć prosiaczki, odsprzedawali masowo ziemię i leżeli brzuchami do góry. Nie może tak być! Rolnik ma na ziemi pracować, a nie się jej pozbywać i na tym zarabiać.

Nie może więc polski rolnik pozbywać się tak łatwo swoich hektarów, które należą do jego rodziny od kilku pokoleń. Sprzedać może najwyżej 2 hektary. Pole większe może najwyżej zaproponować swojej parafii, bo ta kupować może bez ograniczeń.

Wróćmy jednak do największego sukcesu podniesionego w ciągu zaledwie roku (dodajmy jeszcze dzień lub dwa) rządów: kwoty wolnej od podatku.

Otóż rolnik będzie mógł wyhodować sobie świnkę, pozbawić ją życia, a z jej poszczególnych części wyprodukować kilogramy mięsnych rarytasów. Będzie mógł zebrać śliwki i zapędzić całą rodzinę do wyrobu kołdunów. Nie mówić już o porzeczkach i truskawkach, z których dżemy i powidła smakowite przygotuje, a z mleka wspaniałe sery. Zawiezie potem to na bazar i sprzeda. A zarobek do wysokości 20 tysięcy zostanie mu na czysto w kieszeni.

Znakomity to prezent dla wsi rozczarowanej pięknisiami w garniturach z PSL. Teraz mają innych pięknisi, ale ci przynajmniej o rolników dbają.

Jak najbardziej jestem za. Aż mnie dłonie bolą od oklasków. Zastanawiam się jednak, dlaczego ja nie mogę plonów zebranych na swojej działce przerobić i sprzedać tak samo jak rolnicy. Jeśli już, to będę to robił nielegalnie. A czym w końcu różnię się od rolnika?

Za działkę płacę podatek. Tak samo jak rolnicy za swoje grunty. Wywalam kupę kasy na krzaki, nasiona, nawozy, pryskanie  itp. Rolnik tak samo. To, co rolnik wyprodukuje może zawieźć do skupu, sprzedać i kasę odłożyć do skarpety. Ja za sprzedaż (po założeniu działalności gospodarczej i płaceniu zamordystycznego ZUS) muszę jeszcze zapłacić podatek od zysku.

Rolnik może salceson z własnej świnki wyprodukować. Ja mogę to samo z głowizny zakupionej. On może to sprzedać, ja nie. On zarobi, ja dołożę jeszcze do tego, bo ile można tego salcesonu zjeść. Jedyny mój zysk, że jest on o wiele tańszy od kupnego (nawet tego od rolnika), o wiele smaczniejszy (bo umiem to robić wręcz doskonale) i wiem, co jem, bo żadnego świństwa (nomen omen) do środka nie dodaję.

Niech polski rolnik się bogaci! Nie mam nic przeciwko temu. Ale ja też bym chciał. Też chciałbym od swojej pracy, produkcji, sprzedaży mieć 20 tysięcy zwolnienia z podatku.

JANUARY WALIKA