PolecaMY: Seks w III Rzeszy

Seks w II Rzeszy szczególnie polecam wszystkim naszym politykom. Zwłaszcza tym, którzy mają zamiar administracyjnie sterować seksualnością naszego społeczeństwa.

W sumie aż dziw bierze, kiedy czytamy, że ingerencja faszystów w seksualność miała jeden cel: zwiększenie populacji narodu. Skąd my to znamy?

564_Seks_w_III_RzeszyDla mnie najlepsze książki historyczne są te, które pokazują historię od zupełnie innej strony. Mamy więc Niemcy Hitlera (III Rzeszę), nazistów, morderców różnej maści, którzy przedstawieni są w zupełnie innych sposób. Ten czasem dość zaskakujący.

Super morderca Himmler był założycielem ówczesnych szkół rodzenia, w których kobiety zamężne (i niezamężne) były pod troskliwą opieką państwa, aby wydawały na świat „synów” Hitlera.

Ośrodki te powstawały również w krajach podbitych (Francja, Norwegia, Holandia, Belgia). W niemal luksusowych warunkach kobiety różnych narodowości miały „dostarczać” Niemcom przyszłych żołnierzy. A wymyślił to ten, który potem oskarżany był a największe zbrodnie.

Herman Goering (sam niemogący potomka posiadać) miał dziecko powstałe w wyniku sztucznego zapłodnienia. W ramach procedury, która stała się powszechną… prawie 50 lat po jego śmierci. Oczywiście „sukces” ten był możliwy dzięki m.in. eksperymentom na więźniach z obozów koncentracyjnych.

Sam Hitler do ostatnich dni swego życia płacił podatek kościelny na Kościół katolicki, choć wielu jego księży lądowało w więzienia i obozach koncentracyjnych. Ale tylko ci, którzy nie chcieli wspierać jego polityki. Szczególnie w zakresie prokreacji, walki z homoseksualizmem oraz aborcją.

Szczególnie ta ostatnia zasługuje na większą uwagę. Oficjalnie zakazana przez państwo i Kościoły (katolicki i protestancki) kwitła w podziemiu. Z jednym może wyjątkiem. Niemki zgwałcone przez żołnierzy radzieckich zezwolenie na usunięcie ciąży dostawały od ręki, ale te zgwałcone przez Anglików czy Amerykanów za podobny czyn były dość srogo karane. I to niby już w tych Niemczech w miarę ucywilizowanych, czyli podbitych i zajętych.

Seksualność w II Rzeszy tyczyła się również kościołów, a właściwie ich sług. Sam Hitler wielokrotnie powtarzał, że ksiądz posiadający kochankę, to bezpieczeństwo dla wszystkich kobiet i dzieci z jego parafii. Coś w tym jest. Nawet dzisiaj, kiedy nazbyt często pojawiają się informacje o seksualnym wykorzystywaniu dzieci przez księży… Dziw bierze, że nie jest to problem ostatnich lat, czy nawet ich kilkudziesięciu…

Lektura Seksu w III Rzeszy momentami może zaskakiwać. Może dlatego, że wiele pomysłów nazistów na zwiększenie prokreacji jest obecnie powielanych przez nawet naszych polityków. Choćby te związane z dopłatami na każde następne dziecko. Choćby pieniądze stymulujące chęć płodzenia i potem pieniądze na wychowanie. Okazuje się, że po wielu dekadach nikt nie wymyślił nic nowego. Te same hasła, te same slogany, a efekt praktycznie żaden.

Choćby na „froncie” walki z homoseksualizmem. Oficjalne, państwowe (i kościelne) przepisy były bardzo rygorystyczne. Ale życie było po prostu życiem. I nijak nie przekładało się na bardzo rygorystyczne przepisy prawne. Mało tego. Homoseksualizm był wykorzystywany do czystek politycznych w łonie najważniejszych organizacji nawet tych wspierających Hitlera.

Osobiście poruszyła mnie jedna kwestia; w nazistowskich szkołach (systemie stworzonym przez popleczników Hitlera) nie było przedmiotu, który teraz moglibyśmy nazwać „wychowaniem seksualnym”, rodzinnym, lub coś koło tego. Niemieckie dzieci uczyły się seksu… w ten sam sposób, w jaki uczą się obecnie nasze. Głównie na podwórku…

JAKUB WYRWAŁ

Seks w III Rzeszy, Anna Maria Sigmund

Bellona