PolecaMY: Dom w Ulsan

Nie znam twórczości pisarskiej Małgorzaty Kalicińskiej. Bardziej znana mi jest jako osoba lubiąca i,. podobno, umiejąca gotować. Startowała w programie dla celebrytów, w którym chwalili się swoimi kulinarnymi umiejętnościami. Pani Małgorzata potknęła się na… kuchni azjatyckiej.

Na szczęście pisarką jest o wiele lepszą niż kucharką. Choć jej wyrobów próbować okazji nie miałem, to kiedy czyta się prezentowane przez nią fragmenty dotyczące południowokoreańskich specjałów, czasem ślinka pocieknie…

dom1Pan Vlad Miller pojechał do Korei Południowej za pracą. Pani Małgorzata trafiła tam za nim. Spędzili w portowym Ulsam trochę czasu (on pracował blisko 10 lat, ona często i na długo go odwiedzała), mieli więc czas, aby przyjrzeć się Korei i Koreańczykom. A właściwie na odwrót, w pierwszej kolejności Koreańczykom.

Dom w Ulsan powinien z pewnością przeczytać każdy, kto do Południowej Korei się wybiera. I jako turysta, i do pracy (jeśli tylko ma taką możliwość). Informacji oraz obserwacji, które przekazują autorzy nie znajdzie w żadnym przewodniku, choćby najbardziej renomowanego wydawnictwa.

Kiedy czytałem tę wyjątkową pozycję, czasem (a może nawet w zbyt wielu momentach) zastanawiałem się – autorzy zresztą też tego nie ukrywali – dlaczego w Korei tak wiele kwestii wydaje się prostymi i są rozwiązywane niemal z marszu, a u nas od lat są to problemy przypominający ten opowiadany przez pokolenia o skupie butelek, czy brakach sznurka do snopowiązałek, czyli nierozwiązywalne. Nie mówiąc już o toaletach publicznych.

Właśnie obserwacje życia codziennego Koreańczyków są w Domu wartością największą. Tak jest w przypadku toalet, spędzania czasu wolnego, nawet noszenia niemowlaków i małych dzieci, czystości, czy robienia zakupów.

Inna Korea, prezentowana przez pana Millera, to z kolei niezwykle warte uwagi dotyczące systemu organizacji pracy, relacji między zakładami a podwykonawcami, dostawcami, urlopów, wyżywienia zbiorowego, czy całej infrastruktury transportowej, jej budowy i funkcjonalności. Kiedy przeczyta się te fragmenty, chyba nie znajdzie się już nikt, kto nie dojdzie do wniosku, że wielki sukces gospodarczy raczej nie jest nam pisany. Nie jesteśmy po prostu mentalnie przygotowani do tak wielkiego wysiłku. I nie mamy rządzących, którzy podejmowaliby tak śmiałe i odważne decyzje. Nawet na szczeblu lokalnym.

W sumie para Miller-Kalicińska żyła w Korei prawie jak miejscowi. On codziennie w pracy, ona zajmowała się domem. W wolnych chwilach, spacer, sport, wycieczki, świętowanie. I tak skonstruowana jest również ta książka; on opisuje pracę i relacje zawodowe, relacje z Koreańczykami, ona – sklepy, bazary, potrawy, restauracje, miejsca odpoczynku, rozrywki i zabawy. Czasem komentują nawzajem swoje wpisy. I do tego multum zdjęć, czasem jak z albumu, czasem jak z pamiętnika.

A wracając do mojego „poznania” pani Kalicińskiej, to – nie mając możliwości spróbowanie delikatesów jej kuchni –  na te koreańskie opisywane w Domu natychmiast przyszła mi wielka ochota. Na szczęście w Warszawie jest parę miejsc, które te pyszności serwują…

JAKUB WYRWAŁ

Dom w Ulsan, czyli nasze rozlewisko,

Małgorzata Kalicińska, Vlad Miller

Nationa Geographic Society