Policja zadba o bezpieczeństwo samobójców i morderców

Jak co roku, na przełomie października i listopada, policja przeprowadza akcję „Znicz”. Oficjalnie mówi się, że w tym czasie służby dbają o bezpieczeństwo i wzmożone kontrole kierowców. Tych ostatnich ma być jak zwykle najwięcej w okolicach cmentarzy i na trasach dojazdowych do nekropolii. A im dalej, tym mniej.

Na stronach policja.pl możemy przeczytać: (…) policjanci ruchu drogowego czuwają nad bezpieczeństwem tych, którzy wybierają się w podróż, aby odwiedzić groby swoich najbliższych. A owo czuwanie sprowadza się m.in. do sprawdzania stanu trzeźwości kierujących, stanu technicznego pojazdów i prędkości, z jaką poruszają się po drogach.

Robią więc to, czym powinni zajmować się na co dzień. Ubieranie tego od lat w jakiekolwiek hasła jest czystą zagrywką propagandową, nic nie znaczącą i nic niezmieniającą w faktycznym stanie bezpieczeństwa na drogach.

Bo to nie policja ma czuwać nad bezpieczeństwie kierowców, ale sami kierowcy! Policja powinna jedynie kontrolować stan owej dbałości! I nic więcej.

znicz1Co z tego, że złapią kolejnych prawie dwa tysiące prowadzących po spożyciu samochód z rodziną w środku. Co z tego, że wystawią kilka tysięcy mandatów za przekroczenie prędkości. I tak na drogach będzie prawie setka zabitych i być może parę setek rannych. To jest przecież nasza polska norma.

Ja bym zrobił zupełnie inaczej. W okolicach świąt skasowałbym wszelkie patrole. I nawet bardzo to nagłośnił. Żeby wszyscy o tym wiedzieli. Bo jak ktoś chce popełnić samobójstwo, nawet zbiorowe, to ja nie mam zamiaru go od tego odwodzić. Jego wybór. A że przy okazji zginąć mogą i niewinni… Cóż, świat jest już tak ułożony.

I zawsze tak będzie (pijani kierowcy, przekraczający prędkość), póki nie wprowadzi się kary najdrastyczniejszej. Nie mam tu na myśli horrendalnego mandatu, rujnującego przestępcę i jego rodzinę, ale… konfiskatę narzędzia zbrodni lub potencjalnego narzędzia zbrodni. Chodzi oczywiście o samochód.

Boją się tego wszyscy jak diabeł wody święconej. Kilkakrotne próby choćby zasugerowania tego rodzaju rozwiązania prawnego zawsze kończyły się wybuchem fali protestu. I najgłośniej protestowali sami posłowie, w których rękach takie rozwiązanie się znajduje. Czy tylko dlatego, że od czasu do czasu sami lubią poczuć wiatr we włosach i cisną pedał gazu na maksa? A może dlatego, że czasem (niektórym znacznie częściej) zdarza się prowadzić po jednym lub paru głębszych? I nawet próby wyjęcia tego rodzaju wykroczeń przestępstw spod ochrony immunitetu spaliły na panewce.

W Polsce samochód długo jeszcze, choć jest ich już naprawdę dużo, będzie w odczuciu społecznym dobrem luksusowym, wyznaczającym przynależność do klasy wyższej. Tym, czym dla dzieci jest smartfon czy inny iphone. Nie masz, to jesteś bidak, a my z takim bawić się nie będziemy. I rodzice, chcąc nie chcąc, muszą je maluchom kupować.

Utrata samochodu byłaby karą o wiele bardziej dolegliwą niż jakakolwiek inna mogąca spotkać kierowcę łamiącego przepisy, czy też stwarzającego potencjalne zagrożenie na drogach.

I zdaje się, póki nie będzie wprowadzona, państwo będzie mydliło nam oczy jakimiś akcjami w rodzaju „Znicz”, czy „Jajeczko”, albo inny „Króliczek”, które tak naprawdę nie przynoszą żadnego efektu.

KONDRAD MAJ