Patriotom jam ci wielkim jest

Czy patriotów można wartościować? Czy można w ogóle mówić, że ktoś był patriotą większym, a ktoś mniejszym? Jakie kryteria przyjąć w tej ocenie? Ja bym się nigdy nie odważył. Ale widać są mądrzejsi, którzy takie kryteria sobie wymyślili.

Miała Polska kiedyś (a może i ma nadal, ale nie na czołówkach doniesień medialnych) Dzień Strażaka, Dzień Milicjanta/Policjanta, Dzień Drukarza, Dzień Pracownika Służby Zdrowia. Ostała się chyba tylko Barbórka, czyli Dzień Górnika. Na równi z Dniem Kobiet, czy dniami Babci i Dziadka. Jedne zostają, inne odchodzą w niepamięć, ale za to dochodzą nowe.

Lubujemy się w taki uroczystościach. Często wręcz ośmieszających jakieś wydarzenia lub postacie. Na przykład mamy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Czy to oznacza, ze w innych dniach pamiętać już o nich nie trzeba? Oczywiście, że trzeba, ale jest okazja do czczenia, składania kwiatów, wygłaszania bardzie lub mniej płomiennych przemówień, a czasem i do zakłamywania historii.

Kto był większym patriotą Kościuszko czy Pilecki?

Kto był większym patriotą Kościuszko czy Pilecki?

Jedzie Prezydent RP do Włoch, aby uczcić bezsensowną śmierć blisko tysiąca polskich żołnierzy w walkach o Monte Cassino. Polacy uwielbiają przelewać krew i pokazywać wszystkim, jacy to są waleczni. Tylko nie powinien to być powód do dumy. Raczej do refleksji nad głupotą dowódców i nauki na przyszłość. Ale nauki baz zakłamań, bez strachu przed obalaniem zupełnie nieprawdziwych mitów.

Identycznie jest z Dniem Wybuchu Powstania Warszawskiego. Czcimy zbrodniarzy, którzy do niego doprowadzili, a nikt 2 października nie oddaje hołdu ofiarom i miastu, a właśnie wtedy byłaby to okazja najlepsza.

Ale dajmy spokój świętom, niestety z reguły tym związanym z wydarzeniami tragicznymi, często zawinionymi przez samych Polaków.

Dni Górnika, Stoczniowca, Hutnika, Milicjanta miały być świętami profesji, które uczestniczyły w budowie dobrobytu tzw. państwa demokracji ludowej. Niektóre z nich się ostały jedynie symbolicznie, inne są pretekstem do przypomnienia, że w ogóle takie zawody jeszcze w naszym kraju istnieją, a jeszcze inne do pokazania, że każda władza ich wykonawców na głęboko gdzieś.

To tak samo, jak jednego dnia w roku mężczyźni powinni pamiętać, że prócz nich po ziemi chodzą jeszcze kobiety. Debilizm wtórny, a może i pierwotny, aby coś takiego w ogóle w kalendarzu świąt istniało. Podobnie jest z szacunkiem oddawanym matkom, babciom i dziadkom raz w roku lub przypominaniu niektórym, że jeszcze żyją.

Naszło mnie tak przy okazji kolejnego chorego pomysł: Dnia Patrioty. Pierwsza edycja tego „święta” odbyła się rok temu, dzień przed wyborami parlamentarnymi, które przyniosły zwycięstwo wiadomo komu. Tegoroczne uroczystości związane były z nadaniem, czy też wręczeniem tytułu Patrioty Roku. I mniejsza kto go otrzymał, bo w tym przypadku jest to kwestia drugorzędna.

Przypomniało się komuś pewnie, że dawniej istniały tytuły Milicjant Roku, Strażaka, Roku, Matki Roku i na ich wzór wymyślono kolejny idiotyzm. W dodatku o wyborze osoby takowym – Patrioty – tytułem obdarzanej decydowało jakieś tam gremium jakiegoś tam wydawnictwa. Ale oczywiście dzięki mediom urósł on do rangi primus Inter pares (pierwszego wśród równych sobie).

Tym samy wydawnictwo, które na taki krok się zdecydowało powinno chyba ogłosić również, jakie były inne kandydatury i jakimi kryteriami przy wyborze się kierowało.

Tak po prostu. Aby po raz kolejny nie degradować i nie ośmieszać w ogóle pojęcia „patriotyzmu”. Dość już w Polsce wyświechtanego i bezzasadnie nadużywanego. Ale skoro patriotą jest piłkarz zagranicznego klubu, który zgadza się grać w reprezentacji, czy kibol z biało-czerwoną opaską i symbolem Polski Walczącej na ramieniu masakrujący rywala, to czemu się dziwię?

W dodatku w kraju, w którym ZUPEŁNIE nie istnieje wychowanie patriotyczne…

KONDRAD MAJ