Kręcenie śmigłem, czyli ktoś tu mija się z prawdą

Minister Macierewicz składa deklarację dotyczącą śmigłowców Black Hawk w trakcie wizyty w zakładach PZL Mielec. Towarzysząca mu premier Szydło zapewnia o pozyskiwaniu sprzętu w polskich zakładach. Prezes Kaczyński w zerwanych negocjacjach w Francuzami widzi szansę dla Świdnika. A minister SZ uważa reakcją francuskiego prezydenta za zbyt pochopną.

Premier polskiego rządu twierdzi, że PZL Mielec są dobrym przykładem współpracy z zagranicznym inwestorem. I zapowiada zakupy nowoczesnego sprzętu wojskowego w polskich zakładach.

Problem tylko w tym, że Polskie Zakłady Lotnicze Mielec tylko z nazwy są polskie. W marcu 2007 roku 100 proc udziałów w fabryce została sprzedana Amerykanom; dokładnie stały się wtedy spółką zależną Sikorskz Aircraft Corporation, przejętych później przez również amerykański koncern Lokheed Martin. PZL Mielec są więc tak polskie, jak polskie są banki pod zagranicznymi szyldami operujące w naszym kraju.

krecenie1A repolonizacji banków mówi rząd dość głośno. O repolonizacji Mielca i Świdnika (prawie 90 proc należy do włosko-brytyjskiego konsorcjum Leonardo’s Helicopter) w ogóle. Ale premier Szydło uparcie twierdzi, że Polski rząd musi bronić interesów polskiego państwa: My stawiamy dzisiaj na to, żeby sprzęt dla polskiej armii był produkowany w Polsce.

W Polsce, ale nie w polskich zakładach.

Zresztą nie ma za bardzo co dziwić. Kiedy okazało się dwa lata temu, że wyścig o śmigłowce transportowe dla polskiego wojska wygrał francuski Airbus Helicopters w Mielcu i Świdniku podniosła się wrzawa. Wtórowali jej opozycji wtedy posłowie PiS. Grożono zwolnieniami, a nawet zamknięciami zakładów. Tak jakby nowi ich właściciele kupili je tylko dlatego, że liczyli na zwycięstwo w niezwykle intratnym przetargu.

I historia zatoczyła koło. Teraz kontrakty trafią głównie do Amerykanów. Minister Macierewicz już to zapowiedział. Bez ogłaszania przetargu, bez nicego właściwie. Oczywiście ma taką furtkę’ może powołać się na tzw. pilną potrzebę operacyjną, czy też postępowanie z wolnej ręki. Bo: Trwa analiza tej sytuacji. Interes bezpieczeństwa państwa i konieczność wyposażenia armii w niezbędny sprzęt będzie miał decydujące znaczenie. Trafią więc do śmigłowce amerykańskie i to jeszcze w tym roku. Tylko czy wyprodukują je pracownicy amerykańskiego Mielca?

Zerwanie negocjacji z Francuzami rząd tłumaczy niemożnością otrzymania rekompensaty w ramach tzw. offsetu. I tyle. Nie trzeba było długo czekać, aby głos zabrali Francuzi. Według nich za kontrakt wart 13 mld zł wyłożyli na stół 3 mld euro w inwestycjach, które mieli dokonać w Polsce. Co do zatrudnienia to 800 stanowisk pracy miało być zlokalizowanych w Łodzi, 250 w Radomiu, a pozostałe 2 tysiące u podwykonawców, którzy dostarczyliby części do budowanego (czy też montowanego) śmigłowca Caracali. Ich też zdaniem, Francuzów, strona polska podczas negocjacji miała przyjść z listą 50 projektów do sfinansowania, zamiast zaproponowanych wcześniej kontraktów offsetowych.

Gdzie leży prawda, pewnie nigdy się nie dowiemy.

Ewentualny huraoptymizm mogą wyrażać jedynie ci, którzy z amerykańskich i włosko-brytyjskich zakładów w Mielcu i Świdniku nie zostaną zwolnieni. Ale przecież zwalnianymi bankowcami w bankach niemieckich, francuskich w Polsce nikt się nie przejmuje. A szkoda.

KONDRAD MAJ

Czytaj również: A propos… Caracali