Rodzić za wszelką cenę

Zakładam z góry, że proponowana zmiana prawa wykluczająca możliwość aborcji, gdy zagrożone jest zdrowie i życie kobiety oraz gdy ciąża jest wynikiem gwałtu lub innego przestępstwa mnie nie dotyczy. Przede wszystkim dlatego, że jestem facetem. A ponieważ w sprawie tej wypowiadają się głownie faceci, więc i ja dorzucę swoje „trzy grosze”.

Łatwo jest gadać, kiedy wiadomo, że nigdy nie stanę przed takim dylematem; usuwać, czy donosić? Tak samo jak wszyscy tzw. obrońcy życia, dziwnym trafem głównie mężczyźni. Tak samo jak parlamentarzyści wypowiadający się w tej kwestii. W końcu panowie w sutannach… Swoją drogą kiedy ich widzę, zastanawiam się, dlaczego nikt nie odpytuje w tym temacie zakonnic…

Oczywiście zastanawiać może ta nieodparta chęć mężczyzn do grzebania w kobiecych macicach i decydowania w imieniu ich właścicielek. Nie doszukuję się tutaj żadnej perwersji, a tylko stawiam pytanie: Jak to jest, że na całkowitym zakazie aborcji zależy przede wszystkim facetom?

Żeby było jasne: jestem przeciw aborcji. Podejrzewam, że podobnie myśli zdecydowana większość narodu. Ale aborcji rozsądkowej. Kiedy słyszę, że nie można zabijać płodu powstałego wyniku stosunku kazirodczego lub gwałtu, zastanawiam się, czy przypadkiem wnioskodawcy nie chcą „tylnymi drzwiami” zalegalizować tego rodzaju występków.

Tylko do todzić może należeć decyzja rodzić, czy nie...

Tylko do rodziców może należeć decyzja rodzić, czy nie…

Przesadzam? Przepraszam, ale nie tak dawno słyszałem, że legalizacja związków partnerskich to wprowadzanie „tylnymi drzwiami” prawnego uznania dla związków homoseksualnych! Logiki chyba nikt mi nie odmówi?

Pojawia się oczywiście problem moralny i to nie dla kobiety, której np. ciąża może być zagrożeniem dla życia, ale dla całego środowiska medycznego. Do niego będzie zależało rozwiązanie dylematu, co jest ważniejsze; jej życie i zdrowie, czy płodu. Taką decyzję będą musieli podjąć lekarze i położone, bo to w ich rękach będzie spoczywał los obojga (zakładając, że zgodzimy się z argumentacją o prawie do życia tego drugiego).

Wyobraźmy sobie hipotetycznie przypadek, kiedy donoszenie ciąży może faktycznie zagrażać życiu kobiety. Czy decyzję ma za nią podejmować grupa posłów w wieku porozrodczym? A może lekarz, za którym stoi w gotowości policjant i prokurator? A może ksiądz oddelegowany do szpitala?

Tylko i wyłącznie ONA SAMA! Proszę w tym miejscu przypomnieć sobie przypadek znanej naszej siatkarki, chorej na raka, której lekarze odradzali w ogóle ciążę. Donosiła. I chwała jej za to, ale to była JEJ DECYZJA! Chylę czoło, podziwiam i szanuję. Miała wybór i dokonała go. I zapłaciła za to najwyższą cenę.

Problem macicy mojej kobiety tylko pozornie nie jest moim. Chcemy mieć dzieci, ale nie teraz. Seksu oczywiście nie unikamy. Jak wiadomo jedyny stuprocentowym środkiem antykoncepcyjnym jest „szklanka wody zamiast” (każdy inny przy nim wysiada).

Na dodatek, jak zdecydowana większość społeczeństwa, jestem (moja partnerka też) PRZECIWNIKIEM aborcji. Aborcji rozumianej właśnie jako środek antykoncepcyjny. Zupełnie inaczej jest w przypadku zagrożenia życia mojej kobiety, wady genetycznej płodu, czy ciąży w wyniku przestępstwa.

Jedynym dla mnie wyjściem w takich sytuacjach jest WYŁĄCZNIE decyzja przyszłych rodziców.

Nie jakiegoś tam posła, nie fanatyków (przepraszam) spod znaku „obrony życia płodu”, w końcu nie lekarza czy położnej. Ci ostatni chyba rozumieją najbardziej zagrożenia proponowanych przepisów, skoro swego czasu i Naczelna Izba Lekarska, i Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych opowiedziały się przeciw całkowitemu zakazowi aborcji.

Znalazłem w jakiejś gazecie wypowiedź przedstawiciela Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej (oczywiście faceta), iż 90 proc. legalnych aborcji jest dokonywanych w przypadku, gdy badania prenatalne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającym jego życiu. Przedstawiciel grzmiał: – Zabijanie chorych dzieci jest czynem wyjątkowo odrażającym. Przepis ten stawia współczesną Polskę obok hitlerowskich Niemiec, które uważały chorych za bezwartościowe śmieci.

Pan przedstawiciel zapomniał, że w komunistycznej Rumunii obowiązywał całkowity zakaz aborcji. Pan przedstawiciel zapomniał, że kobiet nie należy traktować wyłącznie jako „nosicielki”, bo to właśnie pachnie polityką spod znaku swastyki. Pan przewodniczący zapomina, że „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”, więc nie życzę mu nigdy dylematu „rodzić, czy nie?” po gwałcie na jego kobiecie, żonie, córce.

Przypomina to oczywiście trochę problem z karą śmierci. Wszyscy jesteśmy przeciw, ale niech tylko dotknie nas (naszych najbliższych) jakieś nieszczęście. Wtedy dożywocie absolutnie nie jest karą współmierną do winy. I każdy tak myśli, również większość tych, którzy za zniesieniem kary śmierci głosowali.

Antyaborcjonistom udało się zebrać setki tysięcy podpisów pod projektem ustawy. Dlaczego więc nie zaproponują REFERENDUM w tej sprawie – referendum, czyli najwyższej formy demokracji. Z jednym, wcale nie tak małym wykluczeniem; w referendum niech wezmą udział wyłącznie kobiety. To ich zdrowie, ich szacunek dla samych siebie, ich życie. I płodu oczywiście, więc niech w referendum wezmą udział również nienarodzeni, ale już spłodzeni. Przecież z chwilą poczęcia mają przysługiwać im wszelkie prawa…

Episkopat oczywiście projekt popiera. Ale czy ten sam episkopat zgodzi się na chrzciny płodu? Dlaczego nie? Przecież księża powinni być konsekwentni. Do tego sakramentu wszak świadomość nie jest potrzebna.

Rozumiem, że analogicznie, z chwilą uznania prawnego płodu (ważniejszego w obliczu Temidy niż matki-nosicielki) będzie on podlegał wszelkim dobrodziejstwom prawnym. Będzie więc można zapisać mu spadek, będzie można nadawać mu imiona, będzie można adoptować zanim jeszcze pojawi się rzeczywiście na świecie. Rozumiem też, że za spowodowanie śmierci kobiety w ciąży kara będzie podwójna; za zabicie dwóch osób. I będzie można zapisać go do żłobka i przedszkola. Paradoksalnie w przyszłości taki rozwinięty już płód będzie przechodził na emeryturę o rok wcześniej, w wieku 64 lat (lub 59 w przypadku płodów żeńskich). Bo konsekwentnie wiek będzie liczyło się od chwili poczęcia…

KONDRAD MAJ