Panie Naimski, Pan kłamał i insynuował!

Wysłu­cha­łem wystą­pień Pio­tra Naim­skiego i Miro­sława Cho­jec­kiego na spo­tka­niu u Pre­zy­denta z czę­ścią człon­ków i współ­pra­cow­ni­ków KOR.

Nie wpa­dłem w zachwyt nad mową Mirka, ale chcę zatrzy­mać się przy tym co powie­dział Naim­ski. Powtó­rzył mia­no­wi­cie stare kłam­stwo i insy­nu­ację tej czę­ści KOR, która zwią­zana była z osobą Macie­re­wi­cza. Ten podział się dość szybko zary­so­wał. Cho­dzi mi o to, jak ujął go Naim­ski. Powie­dział, że śro­do­wi­sko zwią­zane z Macie­re­wi­czem było śro­do­wi­skiem nie­pod­le­gło­ścio­wym, a to dru­gie śro­do­wi­skiem ugo­do­wym, to pierw­sze miało jako cel nie­pod­le­głość, która jest nie­po­dzielna, a to dru­gie suwe­ren­ność, jako sta­tus stop­nio­walny.

To nie­prawda i to insy­nu­acja, celowo wymy­ślona, dla dys­kre­dy­ta­cji kręgu zwią­za­nego z Jac­kiem Kuro­niem, Ada­mem Mich­ni­kiem, Janem Józe­fem Lip­skim, a nawet wtedy z Roma­szew­skimi. Aby zro­zu­mieć na czym pole­gała trzeba się cof­nąć w kon­tekst tam­tego czasu. Wszy­scy byli­śmy “nie­pod­le­gło­ściow­cami”, wszy­scy marzy­li­śmy o Pol­sce demo­kra­tycz­nej i wol­nej od sowiec­kiej kura­teli. Tyle, że to było wtedy marze­nie, które nie mie­ściło się w naj­da­lej dają­cym się wyobra­zić hory­zon­cie.

Oczy­wi­ście dzi­siaj są wiesz­cze, pro­rocy, któ­rzy już wtedy wie­dzieli, że docze­kają Pol­ski nie­pod­le­głej. Nie było naj­mniej­szego świa­tełka nie­pod­le­gło­ści, choćby naj­dal­szego ale widocz­nego. Podział był inny, na tych któ­rzy uwa­żali, że trzeba o nie­pod­le­gło­ści mówić i oświad­czać przy każ­dej oka­zji i na tych, któ­rzy nie­mniej o niej marząc, uwa­żali, że mamy kraj tu i teraz, w takiej a nie innej sytu­acji i trzeba dzia­łać tak, by w tym real­nym kraju było tyle wol­no­ści i tyle wpływu spo­łe­czeń­stwa na nie­chcianą i nie­wy­braną wła­dzę ile tylko moż­liwe.

To był podział na nie­pod­le­gło­ścio­wych gada­czy przede wszyst­kim i na nie­pod­le­gło­ścio­wych dzia­ła­czy. I jeśli się patrzy na realne osią­gnię­cia tych dwóch śro­do­wisk, to nie ujmu­jąc niczego “nie­pod­le­gło­ściow­com”, drogę Pol­ski do real­nej nie­pod­le­gło­ści wyku­wało o wiele sku­tecz­niej owo śro­do­wi­sko “ugo­dow­ców” i “napra­wia­czy socja­li­zmu” i marzy­cieli “suwe­ren­no­ści nieco mniej ogra­ni­czo­nej”, zamiast nie­pod­le­gło­ści.kuron2

KOR, dzieło wspólne, ale KSS KOR już o wiele mniej wspólne, baza u Jacka Kuro­nia, komórki w Paryżu i Lon­dy­nie, Biuro Inter­wen­cyjne, Biu­le­tyn Infor­ma­cyjny KSS KOR, naj­waż­niej­sze wtedy medium dru­giego obiegu, “Robot­nik” gazeta o nie­zwy­kłym zna­cze­niu dla przy­go­to­wa­nia kadr “Soli­dar­no­ści” (dzieło grupy wokół Heleny Łuczywo), sito­druk (głów­nie Witek Łuczywo), NOWA (Mirek Cho­jecki, wtedy zresztą i dziś, na pewno nie od Macie­re­wi­cza), a potem AS- główna agen­cja pra­sowa “Soli­dar­no­ści”, bez­cenna dziś kopal­nia wie­dzy o związku (znowu Helena Łuczywo i inni), “Tygo­dnik Mazow­sze”, pod­sta­wowy “dzien­nik” pod­zie­mia (znów Helena Łuczywo) itd. To doro­bek tych, któ­rzy nie mieli każ­dego dnia na ustach słowa nie­pod­le­głość, ale każ­dego dnia kła­dli kilka rze­czy­wi­stych kamieni na dro­dze do niej.

Nie­pod­le­gło­ściowcy wer­balni, wyno­szeni na pie­de­stał przez Naim­skiego i jego kole­gów oraz przez rzą­dzącą for­ma­cję mają doro­bek o wiele, o wiele mniej­szy, bo nie mogli go mieć mając głowy zbyt mocno zanu­rzone w chmu­rach, a ręce za bar­dzo zajęte poka­zy­wa­niem wła­dzy nie­pod­le­gło­ścio­wych fig zamiast wyry­wać jej, po kawałku, opa­no­wany przez nią teren.

Nawet teraz żałuję, że nie posze­dłem do Pałacu, bo po tej mowie Naim­skiego zabrał­bym głos nie­pro­szony i powie­dział­bym, pewno w wiel­kim skró­cie to co tutaj napi­sa­łem sze­rzej. PANIE NAIMSKI PAN KŁAMAŁ I INSYNUOWAŁ!

 MARIAN WALDEMAR KUCZYŃSKI

PS. Mam prośbę o upo­wszech­nia­nie tego tek­stu.