Kalejdoskop ciekawostek amerykańskich wyborów

Otworzyłem pocztę w komputerze, jak zwykłem to robić nawet kilka razy dziennie i znalazłem wiadomość od nieznanej mi Allison Johonson o takiej oto treści:

Przyjaciele Przyjaciółki!

Oto genialny sposób, by KAŻDA i KAŻDY z nas mógł zatrzymać Trumpa i odesłać w niebyt jego politykę nienawiści, strachu, seksizmu i rasizmu. Ponad 8 milionów obywateli USA mieszka poza swoim krajem — to wystarczająca liczba, by zmienić wynik wyborów! Większość z nich jest przerażona Trumpem tak samo jak my wszyscy. Jednak tylko 12% z nich głosuje! Właśnie dlatego w Avaaz stworzyliśmy proste narzędzie, które ułatwi Amerykanom i Amerykankom oddanie głosu za granicą. Rejestracja do głosowania korespondencyjnego kończy się za kilka dni — dlatego musimy działać NATYCHMIAST. Spotykasz Amerykanów mieszkających w Polsce? Znasz Polaków z podwójnym obywatelstwem? Jeśli nie Ty, znają ich na pewno Twoi znajomi. Przekaż tę wiadomość WSZYSTKIM!

„Prezydent Donald Trump” — ta wizja przeraża nas wszystkich. Trump chce zakazać wjazdu do USA muzułmanom, zerwać międzynarodowe porozumienia klimatyczne, mordować rodziny osób podejrzewanych o terroryzm, a także… nie rozumie, dlaczego właściwie nie miałby użyć broni atomowej! Ci z nas, którzy nie mogą głosować w wyborach w USA, czują się bezradni wobec wzrastających tam protofaszystowskich nastrojów. Na szczęście jest coś, co możemy zrobić: możemy pomóc naszym przyjaciołom — obywatelom USA, włączyć się w tę walkę. To niesamowite, że nikt inny, nawet w sztabie wyborczym Hillary Clinton, nie pomyślał o zaktywizowaniu Amerykanów mieszkających za granicą. Tymczasem Ich głos może zmienić wynik wyborów! Musimy zadziałać na ogromną skalę i zrobić to szybko, zanim upłynie termin rejestracji: Kliknij, by zatrzymać Trumpa już teraz!

Jedyne co Trump potrafi, to dzielić amerykańskie społeczeństwo i skłócać USA z resztą świata. Czy jest lepszy sposób, by go pokonać, jeśli nie przez wspólne działanie? Jak nigdy dotąd, razem z zaangażowanymi Amerykanami z całego świata, stańmy na czele bezprecedensowej globalnej inicjatywy i zachęćmy jak najwięcej osób do udziału w wyborach! Wyobraźcie sobie miłość i solidarność, która nie tylko pokonuje nienawiść i antagonizm, ale doprowadza do ostatecznej klęski takiej polityki. To dopiero byłaby wspaniała wiadomość dla świata! Chcemy ją wysłać Donaldom Trumpom z wszystkich krajów. Chcemy, by była to ważna, pozytywna lekcja dla każdego i każdej z nas, dla naszych dzieci i wnuków.

Z nadzieją, Allison, Andrew, Rewan, Emma, Oli, Ben i Nick wraz z całym zespołem Avaaz”.

 

Gdy kliknąłem „Podaj dalej” ukazało się to:

„8 milionów obywateli USA za granicą mogłoby doprowadzić do przegranej Trumpa .. gdyby w ogóle poszli do urn!

W czasie, gdy Trump próbuje nas dzielić my – zarówno obywatele USA, jak i obywatele i obywatelki całego świata – możemy sprawić, by jego polityka strachu i nienawiści trafiła na śmietnik historii. Udostępnij tę stronę. Niech dotrze do KAŻDEGO Amerykanina i KAŻDEJ Amerykanki mieszkających za granicą! Masz znajomych Amerykanów? Pomóż im w głosowaniu poza granicami ich kraju!

Najskuteczniejszy sposób, w jaki można trafić do amerykańskich ekspatów na całym świecie i pomóc im w rejestracji, to wysłanie im e-maila. Wpisz dane kontaktowe Twoich znajomych Amerykanów, a my wyślemy im wszystkie niezbędne wskazówki, których potrzebują, by zagłosować i pokonać w wyborach Trumpa! …”

 

Taaak…, pomyślałem. Sztab Hillary Clinton na to nie wpadł, ale jej sympatycy wpadli i wykorzystując Avaaz.org (jest to, jak sama się przedstawia – „44-milionowa globalna społeczność, która pracuje nad tym by przekonania i poglądy ludzi na całym świecie kształtowały globalne decyzje. („Avaaz” w wielu językach oznacza „głos” lub „pieśń”). Członkowie i członkinie Avaaz są obywatelami wszystkich krajów na ziemi, nasz zespół pracuje w 18 państwach i na 6 kontynentach, w 17 językach.”) postanowili wesprzeć kandydatkę demokratów, a tym samym rzucić kłody pod nogi kandydatowi republikanów. Ale skąd u Allison Johnson i jej przyjaciół pewność, że te 8 milionów obywateli USA, rozproszonych po całym świecie, to po pierwsze zwolennicy Hillary Clinton, a po drugie – czy jakaś znacząca ich liczba w ogóle zechce się zarejestrować? Przecież ta akcja równie dobrze może obudzić tych, którzy sprzyjają Donaldowi Trumpowi, a jak wskazują badania, to właśnie jego sympatycy są bardziej zmobilizowanymi i zdyscyplinowanymi wyborcami, a poza tym znacznie więcej z jego sympatyków (46 proc) zagłosuje na niego z „entuzjazmem”, podczas gdy spośród sympatyków Hillary Clinton „entuzjazm” wykazuje zaledwie co trzeci z nich.

Tyle badania sondażowe. Ale od minionej soboty te sondażowe jakby trafiły w cień tych lekarskich. Bo właśnie w sobotę, podczas obchodów 15. rocznicy ataku na WTC w Nowym Jorku, Hillary Clinton niespodziewanie opuściła uroczystość i to w trakcie odczytywania nazwisk osób, które zginęły w tym zamachu, a więc w momencie najmniej do tego odpowiednim. Filmik emitowany do znudzenia we wszystkich serwisach telewizji amerykańskich pokazał słaniającą się Hillary, którą ochroniarze wsadzają do samochodu.center_center

Okazało się, że odwieziono ją do mieszkania córki Chelsea, skąd już po godzinie z niewielkim okładem wyszła o własnych siłach, uśmiechając się i machając do ludzi, a nawet pozując do „słitfoci” z przywołaną z tłumu dziewczynką. Lekarze stwierdzili, że to bakteryjne zapalenie płuc, które stwierdzono w piątek, a na dokładkę „przegrzanie i odwodnienie”.

W każdym razie Hillary Clinton musiała zawiesić swoją kampanię wyborczą, a m.in. odwołać podróż do Kalifornii. Ale w ciągu tych kilku dni (na trasę miała powrócić we czwartek) wsparła ją córka Chelsea, mąż Bill, a przede wszystkim prezydent Barrack Obama, który w Filadelfii dał jej swym wystąpieniem bardzo, bardzo, bardzo (trzykrotnie powtórzył to „jak bardzo” pragnie, aby to ona została jego nastepcą) wsparł Hillary.

W tym samym czasie Trump miał spotkanie ze swymi sympatykami w mieście Clive w stanie Iowa. Jego sztab popełnił tu wielki błąd „piarowy”, pozwalając Trumpowi rozpocząć swoje wystąpienie, gdy w Filadelfii jeszcze prawił prezydent. Okazało się, że jest on ciągle jeszcze ważniejszą postacią od kandydata, którego przemowa została w przekazach telewizyjnych „przykryta” przez wystąpienie obecnego lokatora Białego Domu. Choć był to ewidentny błąd jego sztabu, to z pewnością nie zaszkodził mu w Nevadzie, Ohio, gdzie sondaże wskazują jego nawet 5-procentową przewagę nad Hillary Clinton.

Gdy Hillary dochodziła do siebie, a ciężar kampanii wziął na siebie tercet bardzo egzotyczny, złożony z jednego obecnego, jednego byłego prezydenta i córki tego ostatniego, Donald Trump chwalił się wynikami badań swojego zdrowia w bardzo popularnym show „Dr OZ” telewizji ABC. Prowadzący Mehmed Oz wydawał się być bardzo zaskoczony wręcz znakomitymi jak na 70-latka wynikami badan, z których wynikało, że poza lekka nadwagą i lekko podwyższonym poziomem cholesterolu (zamiłowanie do hamburgerów i brak ćwiczeń), Donald Trump to po prostu okaz zdrowia…

Rosnące szanse Trumpa mocno musiały rozsierdzić gen. Colina Powella, byłego sekretarza stanu w administracji George’a W. Busha podczas jego pierwszej kadencji, znanego jako „odkrywca” broni jądrowej w Iraku. Jako „typowy” członek republikańskiego przecież establishmentu nazwał on Trumpa „narodową hańbą” i „międzynarodowym pariasem”. Dla odmiany do obozu Trumpa dołączył James Woolsey, były dyrektor CIA powołany na to stanowisko przez… Billa Clintona na samym początku jego pierwszej kadencji, a obecnie wiceprezes Booz, Allen & Hamilton, firmy zajmującej się sprawami globalnego bezpieczeństwa strategicznego. Ciekawe, prawda? Niby sympatyk demokratów w obozie republikanina, a niby sympatyk republikanów przeciwny kandydatowi ich partii…

I CO TERAZ?

Myślę, że takich ciekawostek możemy spodziewać się jeszcze wielu. Bohaterką jednej z nich była Hillary, która zanim zapadła na zapalenie płuc, to wpadła na tym, że sympatyków swego konkurenta wrzuciła do jednego „koszyka” i nazwała ich „godnymi ubolewania” („żałosnymi” lub „opłakanymi” w zależności od tłumaczenia słowa „deplorable”). Trump, oczywiście, od razu sam nazwał „wskoczył” do tego koszyka, nazywając się jednym z „deplorable”. Z racji pojawienia się ichniej odmiany „gorszego sortu” wydało mi się, że Ameryka stała się bardzo bliska Polsce. Ale czy akurat z tego podobieństwa możemy być zadowoleni lub dumni? W tej materii mam wątpliwości…

MAREK J. ZALEWSKI